sobota, 15 marca 2014

Czarna biała magia.

Myślę, że się Wam spodoba :) 

_______________________________________
Dziewczyna poczuła na swoim karku gorący oddech bestii kiedy w ostatniej chwili zdołała zrobić unik. Rzuciła się biegiem przed siebie, lecz jedyną drogę ucieczki, jaką była wybita szybka w oknie, zablokował jej kolejny wilkołak. April powoli wycofywała się w głąb pomieszczenia, w którym się właśnie znajdowała. Była coraz bliżej ciemnego kąta a przeciwników gromadziło się coraz więcej. "Czego się boisz?", przez jej głowę przebiegła ta myśl i dziewczyna zrozumiała, że ma moc by pokonać napastników. Mimo uświadomienia sobie, że jej możliwości są teraz o wiele, wiele większe, dziewczyna zwlekała z atakiem. Była przerażona tym, że może zatracić się w niewyobrażalnej sile, którą może wytworzyć. Słyszała o bardzo wielu przypadkach, w których ludzie popadali w obłęd pod wpływem swojej potęgi. Tylko nieliczni, którzy umieli to kontrolować, przeżyli. "Raz Czarodziejce śmierć.", pomyślała April i po chwili krzyknęła:
- Arma! - a jej ciało pokryło się metalicznym, świecącym pyłkiem, który mienił się srebrzystym blaskiem, nadawał dziewczynie dostojności a po chwili utrwalił się tworząc zbroję ochronną. 
Wilkołaki były bardzo niecierpliwe. Podlatywały i wymachiwały łapami przed twarzą dziewczyny, lecz po chwili odskakiwały na swoje miejsce i nerwowo się rozglądały. Nie minęło kilkanaście sekund od rzucenia czaru przed April, gdy w powietrzu zaczęło unosił się kilkanaście damskich i męskich głosów, które rzucały chórem jakieś zaklęcie. Do pomieszczenia zaczęli wchodzić Czarnoksiężnicy i Wiedźmy, które rzucały zaklęcia supportujące na lykantropy, które zaczęły przybierać na sile. Bestie zaczęły rosnąć i nabierać jeszcze bardziej odrażającego wyglądu. Zaraz po tym do uszu dziewczyny zaczęły dobiegać delikatne świsty powietrza. Wampiry. Tym razem to one zajęły pozycje bojowe i zaczaiły się w różnych zakątkach, żeby za chwilę zaatakować. April nie miała zielonego pojęcia co właśnie się działo. Ludzie, Dzieci Nocy i Dzieci Księżyca zjednoczyły siły w walce. Przecież to było nierealne. Nikt nie słyszał o takim wydarzeniu od bardzo długiego czasu. Dziewczyna poczuła nutkę niepewności, ponieważ zjednoczenie odwiecznych wrogów w walce przeciwko niej oznaczało, że bardzo chcą jej śmierci i nie spoczną do póki jej nie zabiją. April chciała odwlec chwilę, w której walka się zacznie. Myślała, że znajdzie wyjście z tej sytuacji, lecz machina ruszyła. Jeden ze stojących najbliżej lykantropów rzucił się na Czarodziejkę Ziemi, która potraktowała go ziemnym cannonem a bestia padła przed nią martwa z dziurą w sercu. April nie mogła uwierzyć, że dysponuje taką potężną mocą. Czarodziejka zauważyła, że przy użyciu zaklęcia jej pierścień zamrugał na czerwono, lecz wtedy jeszcze nie wiedziała, jak potężną bronią dysponuje. April musiała oderwać myśli od swojego pierścienia bo kolejni przeciwnicy pędzili w jej kierunku. Mając w sobie siłę i naturę czterech ras stąpających po Ziemi, dziewczyna samotnie podjęła walkę z ogromną sforą wilkołaków, potężną grupą Czarodziejów oraz umarłym klanem wampirów. Bez zastanowienia złapała nadskakującego wilkołaka za gardło i cisnęła nim w czającego się za jej plecami wampira, którego po chwili potraktowała ziemnym cannonem. Zewsząd nadciągały ataki. Czarodziejka wyczarowała za swoimi plecami ziemny mur, dzięki któremu oddzieliła się od kilku wilkołaków, które za chwilę zginęły, gdy mur zaczął przyciskać ich do ściany. - Glacies Adstricta! - krzyknęła Natura Tellus a w kierunku nadciągających wampirów pomknęły kule wody, które roztrzaskały się o krwiopijców i zamarzły, uniemożliwiając im jakikolwiek ruch. 
Przeciwnicy nie dawali za wygraną. Mózg Angelusa pracował na najwyższych obrotach. Trzask. Kręgosłup jednej z bestii został przetrącony na pół, gdy April cisnęła nim o betonowy słup. Nadeszła pora na Czarnoksiężników, którzy strzelali w dziewczynę zaklęciami. Czarodziejka Ziemi z prędkością wampira zaszła kilku Magów od tyłu i zaczęła łamać ich karki. Następnie złapała stojącego za sobą wampira i wtopiła w jego szyję kły, które działały zabójczo na wampiry jak i wilkołaki. 
- Calor! - rozległ się krzyk dziewczyny a ciała otaczających ją przeciwników zostały obsypane żarem, który wypalał głębokie rany w ich ciałach. Natura Tellus w mgnieniu oka znalazła się przy Wiedźmie, która cisaka ła w nią zaklęcia paraliżujące, i rozerwała jej gardło. Przeciwników robiło się coraz mniej a pomieszczenie wypełniało się martwymi, rozszarpanymi ciałami. 
- Columno Ignis! - zawołała dziewczyna i grupa rozstawionych po bokach Czarnoksiężników stanęła w płomieniach. Następnie przyszła pora na wampiry. April bez cienia wątpliwości doganiała je i odrywała im głowy. Czasami tylko zatapiała kły i ich szyjach by zregenerować siły. 
- Epulso! - powiedziała spokojnym głosem Czarodziejka a kilka kierujących się do wyjścia wilkołaków padło martwych. 
Nagle zapadła cisza. April stała na środku pomieszczenia i oddychała spokojnie. Jej twarz zbryzgana była krwią, w oczach hulał szaleńczy gniew a ręka trzymała martwą głowę Wiedźmy. Gdzie okiem nie sięgnąć walały się martwe ciała. Podłoga zaścielana była krwią i kawałkami ciał. Nagle niedobity wilkołak zaczął przesuwać się powoli do przodu a w jego ślad poszedł osłabiony wampir. Widząc to April skierowała spojrzenie w ich stronę i z uśmiechem na ustach powiedziała: 
- Torpor. - a wiązki energii roztrzaskały się o ich czaszki.
Zakańczając żywot ostatnich przeciwników dziewczyna skierowała się do wyjścia. Zbroja otaczająca jej ciało znów zamieniła się w srebrzysty pyłek i po chwili rozproszyła się w powietrzu pozostawiając po sobie migotliwą, błękitną łunę. Czarodziejka Ziemi wyszła na ulicę. Rzuciła okiem na pomieszczenie, w którym rozegrała się rzeź i stwierdziła, że był to stary magazyn mieszczący się nieopodal siedziby Josepha. Natura Tellus już miała udać się na pogawędkę z najstarszym wampirem, lecz do jej uszu doszedł przerażony, zachrypnięty, męski głos:
- Muszę o wszystkim donieść Pani. To była masakra. Dziewczyna jest niepokonana. Zawiedliśmy. Pani będzie zła. Muszę jej to powiedzieć. Muszę. Nie mam innego wyjścia. Muszę ruszać w drogę. Tak. Już teraz. 
Oczom April ukazał się niski, szpakowaty mężczyzna w długim płaszczu, który zacierał ręce z zaniepokojenia. Czarodziejka nie do końca wiedziała, o czym mówi ten dziwak ale postanowiła podążyć jego śladem i złożyć wizytę Pani, która napuściła na nią atak. 
W tym samym czasie, w którym April zmniejszała populację wampirów, wilkołaków i Czarodziejów, Derek dobił targu z Cythią. Umowa była bardzo prosta. Derek i jego przyjaciele pomogą uwolnić Neptun i Earth, rodzeństwo Venus i Marsa, spod władzy Josepha a Cythia przywróci Julię do życia. 
- Do roboty. - powiedział Derek, który nie mógł się doczekać, aż Julia otworzy oczy i znów na niego spojrzy.  
- Jesteś taki niecierpliwy. - powiedziała z satysfakcjonującym uśmiechem na twarzy wampirzyca po czym dodała - Podoba mi się to. 
Wampir nie wiedział jak ma się zachować w tej sytuacji, więc założył ręce na piersi i czekał na rozwój wydarzeń. Najstarsza wampirzyca zbliżyła się do leżącej na ziemi Julii i przykucnęła przy niej. Z piersi Julii wystawał drewniany kołek, który według legendy odpowiednio użyty jest lekiem na wampiryzm. Cythia przesunęła palcem wskazującym po całym ciele dziewczyny i z lekkim uśmiechem szepnęła:
- Pulchra, puer, nee defendentibus. (Piękna, młoda, bezbronna) 
- Na co czekasz? - ponaglał kobietę Derek, który doskonale wiedział, że wampirzyca gra na zwłokę, lecz nie wiedział na co czeka. 
Po kilkunastu sekundach wpatrywania się w kołek kobieta zacisnęła na nim swoją białą dłoń i rzekła do Marsa:
- Przygotuj go. Julia będzie głodna jak wstanie. 
- Tak jest Pani. - odpowiedział posłusznie chłopak i przyciągnął osłabionego więźnia.
Wampirzyca zamknęła oczy, wzięła głęboki oddech i szybkim, delikatnym ruchem wyciągnęła kołek z piersi dziewczyny, lecz ta nie obudziła się. 
- Dlaczego ona się nie budzi? Musiałaś coś źle zrobić. - rzucił zdenerwowany Derek po kilku minutach.
- Jeszcze nie skończyłam. - odparowała urażona kobieta jednocześnie rzucając drewniany kołek Kindze - Następnym razem uważaj w kogo go wbijasz.. - dodała i wyciągnęła przed siebie bladą rękę.
Derek nawet nie zauważył kiedy kobieta wyciągnęła z kieszeni ozdabiany brylantami nożyk, którym rozcięła swoją dłoń a jej krew zaczęła spływać i wypełniać dziurę po kołku w ciele Julii. Kilka sekund po tym, jak krew Pierwotnej wchłonęła się do ciała dziewczyny, Julia otworzyła oczy i łapczywie nabrała powietrza. 
- Gdzie ja jestem? - zapytała od razu zdenerwowana dziewczyna, lecz Cythia objęła ją, przystawiła jej głowę do szyi więźnia i kazała jej pić. 
Początkowo Julia stawiała opór, lecz po chwili zorientowała się, że mężczyzna jest wilkołakiem i zatopiła kły w jego szyi osuszając go kompletnie. 
- Ja dotrzymałam swojej części umowy, teraz Wasza kolej. - oświadczyła kobieta i zadowolona patrzyła na Julię ocierającą twarz z krwi lykantropa. 
Zaraz po tym jak April ruszyła za dziwnym Czarnoksiężnikiem przed magazynem zmaterializował się Sean i Iventary. Tropicielka od razu naciągnęła długą, czarną strzałę na cięciwę i zaczęła badać teren.
- Dlaczego nas tutaj sprowadziłeś? - zapytała i zaczęła kierować się w stronę opuszczonego magazynu.
- Igniter. - powiedział Hybrid a jego katany zapłonęły żywym ogniem - To miejsce emanuje bardzo dużą ilością magii. Coś dużego musiało się tutaj wydarzyć całkiem niedawno. - wyjaśnił koleżance i razem weszli do środka. 
Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało normalnie. Stary, opuszczony magazyn jak każdy inny. Nic tylko śmierci, brud i pajęczyny. 
- Nic tu po nas, spadajmy stąd. - powiedziała Ivy, która od samego początku twierdziła, że ten magazyn to strata czasu. 
- Zaczekaj. - odparował Sean, który zrobił kilka kroków do przodu i przykucnąć przy plamie czegoś czarnego - To krew. - dodał po chwili. 
Po tych słowach Tropicielka postanowiła jednak sprawdzić ten magazyn. Z łukiem trzymanym przed twarzą brnęła do przodu. Gdy zobaczyła okno prowadzące do pomieszczenia, w którym April dokonała rzezi, zawołała:
- Sean, chodź tutaj, szybko!
Gdy Hybrid i Glamour stali przy wybitej szybie całej pokrytej krwią mężczyzna szepnął:
- Lumen. - a otaczająca ich ciemność wypełniła się magicznym światłem. 
Po chwili oboje byli w środku. Nie mogli uwierzyć swoim oczom. Wszędzie walały się martwe ciała i części porozrywanych kończyn. W powietrzu unosił się swąd spalenizny. 
- Dalej myślisz, że to była strata czasu? - zapytał z wyrzutem Sean i spojrzał na Ivy, która zakryła twarz ręką odcinając dostęp przykrego zapachu do nosa. 
- Kto to mógł zrobić? - zapytała po chwili Tropicielka a w powietrzu rozległ się duszący kaszel opierającego się o ścianę mężczyzny. Był on na skraju wykończenia. Jego ciało było poparzone i okaleczone. Mężczyzna spojrzał na Seana i resztką sił powiedział:
- Hot Bones. - po czym zmarł. 
- Hot Bones? - powtórzyła Iventary a Sean wyjaśnił jej, że to stary hotel na obrzeżach miasta. 
- Musimy się tam dostać. - powiedziała Tropicielka i już po chwili razem z Hybridem rozpłynęli się w powietrzu. 
W hotelu Hot Bones, a raczej w tym co po nim zostało, Julia doszła całkowicie do siebie. Derek, Kinga i Sara przekazali jej wszystko co ją ominęło. Dziewczyna nie była tak bardzo zaskoczona tym czego się dowiedziała bo mimo swojej połowicznej śmierci docierały do niej niektóre informacje ze świata żywych.
- Dlaczego tylko Pierwotne Wampiry mogą wyciągnąć ten kołek? - zapytała Julia i spojrzała na Cythię.
- Wszystkie wampiry mogą wyciągnąć ten kołek. Problem pojawia się dalej. Żeby przywrócić zakołkowanego wampira do życia potrzebna jest krew Pierwotnego. Jeżeli jej nie masz, nie żyjesz. - wyjaśniła kobieta i uśmiechnęła się lekko.
- Tak czy inaczej dziękuję za uratowanie mi życia. - powiedziała serdecznym głosem Julia.
- Nie ma za co kochanie, nie zrobiłam tego bezinteresownie. - odparła kobieta i wlepiła wzrok w zbliżającą się postać. 
Okazało się, że był to ten mały, dziwny Czarnoksiężnik, którego śledziła April. 
Wampirzyca przyglądała się uważnie mężczyźnie, który powiedział:
- Pani, polegliśmy, wszyscy. - i nagle padł martwy od zaklęcia. 
- Kto tu jest?! - krzyknęła zdenerwowana Pierwotna i zerwała się na równe nogi. W mgnieniu oka doskoczyli do niej Venus i Mars gotowi do wali. Derek objął mocno Julię i wraz z Sarą i Kingą stanęli do siebie plecami gotowi do ataku. 
W hotelu nastała cisza. Tajemniczy morderca szepnął:
- Protege. - a wokół czwórki przyjaciół wyrosła bariera ochronna. 
Paczka znajomych była w lekkim szoku, lecz nie przeszkadzało im to, że są objęci działaniem zaklęcia ochronnego. 
Po chwili w pomieszczeniu, w którym wszyscy się znajdowali rozległy się kroki. 
W ich kierunku Mars posłał ognisty cannon, który zatrzymał się w połowie drogi i zgasł. 
- To niemożliwe. - szepnął chłopak, lecz w odpowiedzi w jego stronę pomknęło kilka cannonów ziemnych i wodnych, przed którymi młodzieniec nie mógł się obronić i został powalony na ziemię. 
- Kim jesteś? - zapytała Cythia, w której głosie można było wyczuć nutkę zdenerwowania.
Nieznajomy nie odpowiedział tylko posłał w jej stronę cannon ognia prowokując tym Venus, która obroniła swoją Panią. Chwilę później z ziemi wyrosły ziemne słupy, które unieruchomiły dziewczynę.
- Ventus Turbine. - powiedziała tajemnicza postać a Venus grzmotnęła o ścianę. 
Nagle wampirzyca stanęła nieruchomo. Nie mogła się ruszyć co ją bardzo rozzłościło. 
- Jak śmiesz, wiesz kim jestem? - zapytała rozgniewana i wezwała do siebie Marsa, który zdążył się już pozbierać. Chłopak rzucił przeciw zaklęcie uwalniając swoją Panią, lecz po chwili w jego stronę pomknęła energetyczna bomba, która odrzuciła go na tyłu.
- Silentium. - powiedziała tajemnicza postać i uciszyła Marsa oraz Venus - Fune. - dodała i unieruchomiła rodzeństwo. 
Przerażona tym co zobaczyła Cythia zrobiła kilka kroków do tyłu i już chciała rzucić się do ucieczki, gdy pojawiła się przed nią April i zapytała:
- To Ty chciałaś mnie zabić, dlaczego? - po czym potraktowała wampirzycę zaklęciem oszałamiającym i przytwierdziła jej ciało do ściany obok obezwładnionych Marsa i Venus. 
_________________________________

W skrócie CZYTASZ=KOMENTUJESZ!
Wasze komentarze mobilizują do dalszej roboty! 


Jeżeli podoba Ci się ten blog daj mu +1, dodaj mnie do obserwowanych i udostępnij ten rozdział na swojej tablicy na facebook'u :)


Na bocznych paskach czekają na Was linki, pod którymi mnie znajdziecie ;)
Zapraszam :)

FLAWLESS *

środa, 12 lutego 2014

Złe oblicze dobra

Dzisiejszy rozdział łączy w sobie trzy wątki, bez których historia nie mogłaby się wkrótce zazębić ;) 

Cythia poprowadziła wszystkich w stronę starego supermarketu. Brudne szyby, a raczej to co z nich zostało, posłużyły im jako drzwi. Wampirzyca energicznym ruchem znalazła się w środku, Venus i Mars przenieśli się do środka przy pomocy magii, używali jej na każdym kroku. Dziewczyna porwana przez podmuch wiatru przeniknęła przez ścianę a chłopak zniknął w kłębie czarnego dymu i oboje zmaterializowali się obok Pierwotnej. Kinga i Sara ruszyły przodem. Wskoczyły do zdewastowanego sklepu i czekały na Dereka, który trzymając Julię na rękach ostrożnie stanął w miejscu szyby, rozejrzał się uważnie i wskoczył do środka. Spod jego ciężkich butów wydobył się nieprzyjemny odgłos kruszonego na drobny mak szkła. Mężczyzna stanął nieruchomo, rzucił okiem na Cythię i powiedział:
- Zaczekaj. - kobieta stanęła jak wryta i nieco zmieszanym głosem zapytała:
- O co chodzi?
Wampir zmrużył oczy i zobaczył, że dolna warga kobiety lekko zadrżała.
- Coś jest w środku. - odparł mężczyzna i przywołał do siebie gestem głowy Kingę i Sarę.
- O co chodzi? - zapytała Czarodziejka Wody.
- Coś tam jest, ona coś kombinuje. - szepnął do przyjaciółek i cała trójka przesunęła się w kąt pomieszczenia.
- Nie ufasz mi? - zapytała Cythia i odwróciła całkowicie twarz w stronę tria przyjaciół, na którego czele stał teraz Derek.
- Nie mówisz nam całej prawdy. - odparował beznamiętnym głosem wampir i czekał na reakcje jego rozmówczyni.
Kobieta patrzyła na przyjaciół jeszcze przez dłuższą chwilę aż w końcu przemówiła:
- Mars, Ventus, przyprowadźcie go.
- Tak jest, Pani. - odpowiedzieli zgodnym chórem i zniknęli za ścianą.
- Zaraz wszystkiego się dowiecie. - zwróciła się tym razem do Dereka i jego przyjaciółek.
Po paru chwilach Czarodziej Ognia i Czarodziejka Powietrza przyprowadzili mężczyznę przed oblicze Pierwotnej. Wampirzyca uśmiechnęła się, przyłożyła swoją bladą i zimną dłoń do jego twarzy, spojrzała na wampira trzymającego na swoich rękach Julię i powiedziała:
- Zawrzyjmy umowę.
Po tych słowach nastała głucha cisza, którą po kilkunastu sekundach przerwał przeraźliwy krzyk pojmanego mężczyzny.
***
- Sean szybciej! Nie możemy go zgubić! - krzyczała Ivy, która skacząc z dachu na dach goniła Shade'a, który mimo ogromnych obrażeń poniesionych w walce poruszał się bardzo szybko.
- Aeterna Flamma! - krzyknął Hybrid i w stronę Mrocznego Rycerza pomknął ognisty cannon
- Terra Conversionem! - zawołał tajemniczy mężczyzna a zaklęcie z ognistego zmieniło się w ziemne i powaliło Sean'a na ziemię. Iventary nie zwróciła na to zbytniej uwagi. Jej zadaniem było teraz zabicie tego Shade'a a nie pomoc przyjacielowi. Tropicielka naciągała na cięciwę po dwie strzały i kierowała ich groty w kierunku uciekającej postaci. Po chwili z nieba zaczęła spadać kaskada długich, czarnych i ostrych strzał Glamour'a. Kobieta myślała, że to załatwi sprawę jednak się przeliczyła.
- Succesedem! - krzyknęła postać i nagle wokół niej wyrosły ziemne słupy, które skutecznie ochroniły ją przed grotami strzał.
Widząc to Ivy postanowiła załatwić tę sprawę w inny sposób. Zeskakując na ziemię wystrzeliła jeszcze kilka strzał i gdy tylko wylądowała na ziemi ruszyła na rywala. 
- Scutum! - zawołał ponownie Mroczny Rycerz a przed jego twarzą wyrosła ziemna tarcza, która przyjęła na siebie pociski Glamour'a, lecz po chwili została rozbita pod wpływem silnego kopniaka wymierzonego przez Iventary. Zaczęła się walka wręcz. Szybka i zwinna Tropicielka trafiała bardzo często w powolnego i zdezorientowanego przeciwnika. W pewnym momencie Ivy odrzuciła Shade'a kilka metrów w tył a ten uderzył całym swoim ciałem w stojący nieopodal budynek. Do uszu dziewczyny dobiegł dziwny odgłos. Nie był to już dźwięk wydawany przez mężczyznę, lecz przez starszą, wyczerpaną kobietę. Tropicielka zbliżyła się do leżącego na ziemi ciała i chciała je podnieść, lecz przeciwnik stawił opór, zaczął się miotać i zniknął. Glamour nie wiedziała co tak na prawdę się przed chwilą stało, lecz czuła, że trzyma coś w dłoni. Spojrzała na swoją rękę, zwolniła uścisk i otworzyła dłoń. Był w niej kryształ emanujący bladym blaskiem. 
- Poranna Gwiazda, Shirley? - zapytała samą siebie, lecz wtedy poczuła przeszywający ból w kręgosłupie i upadła sztywno na ziemię. Tajemnicza postać okrążyła leżącą dziewczynę i wydarła z jej dłoni kryształ. Sparaliżowana Ivy ledwie uniosła wzrok do góry i zobaczyła stojąca nad sobą mroczną i przerażającą postać, która po chwili zniknęła pozostawiając po sobie głuche echo "Angelus musi umrzeć". Gdy tylko Shade zniknął zaklęcie paraliżujące przestało działać a Iventary odzyskała władzę nad swoim ciałem. 
- Wszystko w porządku? - zapytał Sean, który pojawił się obok przyjaciółki i pomógł się jej podnieść z ziemi - Zabiłaś go?- zapytał z nadzieją w głosie rozglądając się nerwowo w poszukiwaniu ciała. 
- Nie zabiłam go. - odpowiedziała beznamiętnym i obojętnym głosem Tropicielka - A w zasadzie jej. To chyba była Shirley. - dodała po chwili i razem z Hybridem udali się do pierwszego lepszego budynku. Gdy byli już bezpieczni kobieta nałożyła na ich ciała runy lecznicze i regenerujące.
- To wszystko nie ma sensu. - powiedział wreszcie Sean, który nie mógł uwierzyć w to, że Shirley dała się złapać Mrocznym Rycerzom
- To nie do końca tak wygląda. - odparła Ivy widząc utrapioną minę kolegi - Może miała na sobie togę Shade'a, ale gdy była nieprzytomna, a raczej, gdy tak mi się wydawało, podeszłam pod nią i przypadkiem zerwałam z jej szyi wisiorek, to była Stella Mane, Shirley nie jest Shade'em tylko celowo go udaje i właśnie to mnie przeraża. - dodała a jej głos załamał się. 
Do Hybrida nie mogło to dotrzeć. Nie Shirley, nie ona. Przecież tyle razy ich ocaliła, tak długo nad nimi czuwała. Czy to wszystko było po to, żeby teraz osobiście nas wykończyć? Mężczyzna nie wiedział co miał myśleć w tym momencie. 
- Musimy odnaleźć pozostałych. - powiedział wstając i wyciągając rękę do Tropicielki. Gdy tylko ta podała mu swoją dłoń zniknęli w towarzystwie migocącego pyłu. 
***
Szła teraz ciemnym korytarzem. Przed jej oczami była tylko mroczna ciemność. Jej dłonie ślizgały się po wilgotnej ścianie, która miejscami pokryta była jakąś lepką mazią. W korytarzu robiło się coraz cieplej. Wraz z kolejnymi krokami na twarzy dziewczyny rysowało się coraz więcej wyraźnych kształtów. Nagle jej sylwetkę otoczył delikatny, letni wiatr. Zobaczyła promienie słoneczne i skrawek niebieskiego nieba. Przyśpieszyła kroku. Była bardzo szybka i zwinna co ją zdziwiło bo nie należała do takich osób. Z zewnątrz do jej uszu docierał radosny świergot ptaków. Dziewczyna przyspieszyła kroku jeszcze bardziej i wypadła na polanę zalaną słońcem i kolorowymi kwiatami. W mgnieniu oka z jej gardła wyrwał się przerażający, mrożący krew w żyłach krzyk. Jej blada skóra stanęła w płomieniach. Z jej białego ciała zaczął unosić się dym i swąd spalenizny. Jej czerwone teraz oczy zaszły krwią. Dziewczyna po raz ostatni wyszczerzyła swoje wampirze kły i padła martwa na miękką, zieloną trawę, gdzie do reszty spłonęła. * Nagle otworzyła oczy. Była teraz w ciemnym i ponurym lesie. Jej ciało obdarte z odzieży i bielizny było zbryzgane ziemią, błotem i krwią. Nie widziała co się z nią dzieje. Wszystkie kości płonęły jej żywym ogniem. W ustach czuła smak krwi, lecz nie przeszkadzało jej to. Była teraz szczęśliwa choć jednocześnie przerażona. Wokół niej walały się szczątki ludzkiego ciała. Przerażona wstała i zaczęła uciekać jak najdalej się tylko dało. Ponure obrazy nie zniknęły. Im dalej biegła tym więcej ludzkich szczątków napotykała na swojej drodze. W pewnej chwili usłyszała wycie wilka. Stanęła jak wryta i nasłuchiwała. Po kilku chwilach wycie powtórzyło się. Dziewczyna ruszyła. Biegła szybko i nie zastanawiała się nad drogą, jakby znała ten teren doskonale. Pewnie stawiała kolejne kroki omijając drzewa, krzewy i inne przeszkody napotkane na swojej drodze. Księżyc lśnił srebrzystym blaskiem na letnim niebie usianym gwiazdami. Wycie było coraz głośniejsze i coraz bardziej wyraźne. Była na dobrej drodze. W pewnej chwili wyskoczyła zza krzaków a jej oczom ukazał się tuzin nagich i brudnych ludzi. "Zdążyłaś" usłyszała i poczuła, że jakiś mężczyzna łapie ją za rękę. "Czas zacząć zabawę" zabrzmiał jak dzwon głęboki i ciepły głos innego mężczyzny. Księżyc wisiał idealnie nad nimi. W momencie polankę, na której stali, wypełnił gruchot łamanych kości i krzyki cierpiących ludzi. Po kilkudziesięciu minutach wszystko ucichło a w powietrzu można było usłyszeć sapanie kilkunastu potężnych zwierząt. Do uszu dziewczyny po raz ostatni doszedł dźwięk wydawany przez wyjącego wilka i trzynaście wilkołaków, z dziewczyną na czele, ruszyło na rzeź. Tym razem polowanie nie poszło po jej myśli. Dzieci Księżyca wpadły na pole namiotowe i wyrżnęły całą siedmioosobową rodzinę. Miejsce masakry opuściło dwanaście bestii bo dziewczyna, która tak bardzo łaknęła krwi, leżała martwa a w pysku miała wilcze ziele, jedyną i skuteczną naturalną broń przeciwko wilkołakom. Kres jej bestialskiego życia dobiegł końca. * Dziewczyna ukryła się za ogromnym kontenerem. W powietrzu latały cannony. Była teraz w środku walki. Całej tej sytuacji towarzyszyły krzyki rannym lub umierających Czarodziejów lub Czarownic. Dziewczyna dostała znak od kobiety. Ruszyła przed siebie. Nagle poczuła paraliżujący ból w klatce piersiowej, lecz próbowała biec dalej. Odwróciła się i resztką sił wysłała przed siebie jakieś zaklęcie. Nagle ból w klatce piersiowej ustąpił a ona zobaczyła, że klęczy przed nią martwy mężczyzna, którego przebiła ziemnym zaklęciem. Dziewczyna zerwała się na równe nogi i dotarła na miejsce, z którego mieli ją przenieść do azylu. Stanęła pomiędzy dwoma ogromnymi budynkami i czekała na portal. Zamiast niego pojawiły się dwie postacie. Dziewczyna nie wiedziała o co im chodzi. Nie zdążyła nawet ruszyć ręką i już po chwili grzmotnęła o ziemię a z jej martwych oczy popłynęły łzy. * Dziewczyna wybuchnęła śmiechem. Bawiła się świetnie ze swoimi przyjaciółmi w jednej z pobliskich kawiarni. Nie myślała wtedy, że  może spotkać ją coś strasznego. Paczka znajomych postanowiła pójść na kręgle. Dziewczyna powiedziała, że dołączy do reszty za kilka minut, ponieważ musi skorzystać z toalety. Po chwili stała przed lustrem i myła dłonie. Przestraszyła się bo nie zobaczyła swojego odbicia w lustrze, lecz szybko zamknęła oczy i gdy otworzyła je ponownie jej odbicie było na sowim miejscu. Dziewczyna złapała swoja torebkę, zarzuciła skórzaną kurtkę na ramiona i wyszła z kawiarni. Zrobiła kilka kroków i w mgnieniu oka jej ciało roztrzaskało się o ścianę biblioteki, w którą wepchnęła ją nadjeżdżająca ciężarówka. * Angelus podniósł się na równe nogi i zobaczył przed sobą lśniącą postać w długiej, białej todze. Dziewczyna nie wiedziała co się z nią wtedy działo, leczy była pewna, że było to związane z tą dziwną personą stojącą przed jej twarzą. 
- Nie bój się, April. - Anioł przemówił ciepłym i dźwięcznym głosem - Mam dla Ciebie dwie informacje. - dodał po chwili i zbliżył się do niej - Te cztery wizje, których byłaś świadkiem, albo raczej bohaterką, to Twoje wcześniejsze wcielenia. 
- O czym Ty mówisz? - zapytała zdezorientowana dziewczyna - Czekaj, ja Cię znam, jesteś Shitoke, ale przecież Sonia Cię, Cię... - Angelus nie mogła dokończyć zdania bo nie wierzyła w to co aktualnie widziała.
- Zabiła. - skończył za nią Anioł - Tak, Twoja przyjaciółka mnie zabiła, Ty też jesteś martwa, dlatego możesz ze mną porozmawiać, to ta pierwsza informacja. - oznajmił spokojnym tonem Anioł.
- Co? To nie możliwe! - April przerażona tym co właśnie usłyszała nie wiedziała co miała wtedy ze sobą zrobić. 
- Spokojnie. - uspokoił dziewczynę Anioł - Jesteś rozwiązaniem wszystkich problemów, jesteś połączeniem czterech ras, jesteś lekiem na zło tego świata, dzięki temu będziesz żyć, teraz wrócisz na Ziemię i będziesz zobowiązana zakończyć tę wojnę, lecz pamiętaj, że od tej chwili jesteś najbardziej poszukiwaną osobą na Ziemi i że wszystkie mroczne bestie pragną Twojej śmierci. - powiedział Shitoke a przed oczyma April pojawiła się oślepiająca jasność. 
Po kilku chwilach dziewczyna otworzyła oczy i zobaczyła, że zmierza do niej czworonożna bestia, która po chwili zmienia się w człowieka. Gdy obraz przed jej oczami się wyostrzył dziewczyna z niedowierzaniem zapytała:
- Max, to na prawdę Ty? - po czym zorientowała się, że za jej znajomym ze szkoły stoją jeszcze dwa wilkołaki gotowe do ataku. Bestie w mgnieniu oka rzuciły się na April a na ich czele stanął kolega ze szkolnych lat. 

CZYTASZ = KOMENTUJESZ ! 

piątek, 7 lutego 2014

Każdy kiedyś kochał

Chorym :O

Ciało Julii leżało bezwładnie na ziemi. Jej włosy zmieszane z brązową mazią ułożyły się w kształt aureoli otaczającej jej głowę. Derek stał jak wryty. Nie mógł wydusić z siebie ani słowa, nie mógł się ruszyć, nie było go wtedy stać na jakąkolwiek reakcję. Do ciała Julii jako pierwsza podbiegła Kinga, która otrząsnęła się z amoku i zaczęło do niej docierać co się stało. Nie dotykała ciała martwej koleżanki jednak próbowała jakoś je objąć, w jakiś sposób coś poradzić, pomóc jej wyjść z tego stanu. Nagle Sara zbliżyła się do Czarodziejki Wody i odciągnęła ją na bok.
- To już koniec, nic nie możemy dla niej zrobić. - powiedziała gorzkim głosem a z jej oczu popłynęły łzy.
Kinga wtuliła się w przyjaciółkę i zaczęła cicho szlochać. W powietrzu rozległ się nieoczekiwanie dźwięk tłuczonej stali. Przyjaciele zwrócili się w stronę zaułka i zobaczyli, że w ich stronę leci stary kontener na śmieci.
Ventilabis! - krzyknęła w jednej chwili Saga i machnęła ręką. Kontener jakby złapany w jej dłoń zatrzymał się by zaraz potem móc rozwalić się o ścianę stojącego obok budynku.
- Co to było? - zapytała przerażonym głosem Kinga, lecz w odpowiedzi została potraktowana zaklęciem paraliżującym.
Gdy dziewczyna leżała skulona na ziemi z ciemności wydobył się głos:
- Angelus, oportet eum gladio occidi. Anioł musi zostać zabity. 
W mgnieniu oka ogromna masa ognia ruszyła na grupę przyjaciół, lecz po chwili znikła a tuż za nią stał Sean, który zniwelował działanie zaklęcia przeciwnika.
- Pokaż się tchórzu! - zawołał mężczyzna a jego zew jakby został wysłuchany.
Z ciemnej uliczki wyłoniła się mroczna postać z zakapturzoną twarzą, która trzymała w ręce zdobioną rózgę.
W jej kierunku w ułamku sekundy pomknęła długa, czarna strzała. Shade wyciągnął rękę i złapał pocisk w lewą dłoń, po czym upuścił ją na ziemię.
- Summon Umbra. - powiedziała tajemnicza postać a u jej boku zmaterializowały się dwie bestie podobne do psów. Miały po dwie głowy, w pyskach po dwa rzędy ostrych jak żyletki kłów, na miejscu sierści unosiła się gęsta, gazowa masa. Umbry ruszyły w kierunku Glamour'ów a wszystko czego dotknęły topiło się jak oblane kwasem.
- Co to za bestie? - zapytał Sean, który widział te kreatury pierwszy raz w życiu.
- To Umbry, są szalenie niebezpieczne i bardzo trudne do zabicia. - odparła spokojnym głosem Iventary, która naciągnęła kolejną strzałę na cięciwę i delikatnie uniosła łuk do góry.
- Igniter! - krzyknął mężczyzna a jego katany zapłonęły żywym ogniem - To jak my je pokonamy? - zapytał ponownie?
- Nie będziemy z nimi walczyć. - odrzekła Ivy i kilkoma zwinnymi ruchami znalazła się na dachu budynku, o który roztrzaskał się kontener - Zajmiemy się nim. - dodała i zaczęła strzelać w kierunku Shade'a czarnymi strzałami.
Przeciwnik bardzo zwinnie omijał kolejne strzały, lecz nadział się na jedną z nich i poczuł przeszywający ból w prawym udzie. W tym momencie jedna Umbra zniknęła.
- Gdzie ona się podziała? - zapytał zdezorientowany Czarodziej Ognia, lecz po chwili zrozumiał, że przywołanie potwora zużywa bardzo dużą ilość energii a jego kontrolowanie nie wiele mniej.
- Ablatione! - krzyknął Hybrid i zniknął w chmurze czarnego dymu.
Umbra obrała sobie nowy cel. Był nim stojący nieruchomo Derek, który jakby zamarzł i nie mógł nic zrobić. Bestia sunęła powoli w jego kierunku. Widząc to Saga rzucała zaklęcia bojowe, chcąc zwrócić na siebie uwagę kreatury lub trochę ją spowolnić, lecz mroczna mara nie zwracała na nią żadnej uwagi. Gdy bestia była blisko sparaliżowanego ciała Kingi, Sara podbiegła pod nie i rzuciła zaklęcie ochronne, które obroniło je przed działaniem toksycznego ciała Umbry. Psopodobne stworzenie przekroczyło leżące na ziemi ciało wampirzycy, roztapiając jej skórę i ubranie, i rzuciło się na wampira. W tej samej chwili przed Shade'em zmaterializował się Sean, którzy robiąc obrót wymierzył cios przeciwnikowi. Jego katany rozcięły klatkę piersiową Mrocznego Rycerza pozostawiając na niej krwawiący znak X, lecz skaleczony mężczyzna odrzucił Czarodzieja Ognia do tyłu silnym zaklęciem i zaczął uciekać. Umbra nie zdążyła zadać żadnego ciosu Derekowi, jedynie sparzyła jego skórę i zniknęła pozostawiając po sobie ohydny swąd. Krwiopijca nie zwrócił uwagi na swoje okaleczone ciało. Jego uwagę przykuła wtedy regenerująca się powoli skóra Julii.
- Jak to w ogóle możliwe? - zapytał sam siebie, lecz zrobił to na głos.
- Za nim! - zawołała Tropicielka i razem z Hybridem ruszyła w pogoń za okaleczonym Shade'em. Po kilku chwilach od momentu zniknięcia Mrocznego Rycerza zaklęcie paraliżujące przestało działać. Kinga zerwała się z ziemi i łapczywie zaczerpnęła powietrza, jakby właśnie uchroniła się przed utonięciem.
- Już wszystko dobrze, spokojnie. - powiedziała od razu Sara i przyjęła na siebie mocne uściski koleżanki.
W tym samym czasie Derek zbliżył się do ciała wampirzycy.
- Derek... - zaczęła mówić Zaklinaczka, lecz wampir uciszył ją gestem ręki.
Mężczyzna wytężył słuch a do jego uszu doszedł cichy szmer regenerującego się ciała.
- Co Ty... - dziewczyna ponowiła swoje pytanie, lecz w zamian Derek pokazał jej swoją rozjuszoną, wampirzą twarz.
Krwiopijca zbliżył się jeszcze bardziej, uklęknął na kolano i przyłożył delikatnie głowę do klatki piersiowej dziewczyny. Buzujące w nim emocje nie pozwoliły mu na początku nic usłyszeć, lecz gdy tylko je opanował usłyszał cichutki, prawie niedostrzegalny szum. Była ta tocząca się tempem niepełnosprawnego żółwia krew.
- Ona żyje. - rzucił nagle mężczyzna.
- O czym Ty mówisz? Przecież... - Saga urwała bo Derek w mgnieniu oka pojawił się przy niej, złapał ją za ramiona, spojrzał głęboko w oczy i powiedział:
- Ona żyje, jej ciało się regeneruje, w jej żyłach ciągle płynie krew, ona żyje.
W pierwszej chwili dziewczyna nie mogła, albo nie chciała uwierzyć w to, co mówił do niej przyjaciel. Wstała i podeszła pod ciało Julii, które już całkowicie wróciło do swojego pierwotnego wyglądu.
- To nie możliwe. - szepnęła cicho Sara i po chwili dodała - Muszę odprawić rytuał, żeby zobaczyć co się z nią teraz dzieje.
- Zwariowałaś, nie możesz tego tutaj zrobić, przecież w każdej chwili ktoś lub coś może Ci przerwać a chyba wiesz czym grozi przerwanie rytuału, prawda? - zapytał zdenerwowany mężczyzna, lecz w odpowiedzi usłyszał:
- Kinga, za chwilę zrobisz wokół nas coś w rodzaju lodowego kokonu, zrozumiałaś? A Ty lepiej przynieś z domu zapałki. - powiedziała Zaklinaczka zwracając się do przyjaciół.
Derekowi dostarczenie świec zajęło moment, więc po chwili Kinga mogła zacząć czarować.
- Aqua Unda. - powiedziała spokojnie Czarodziejka Wody a wokół grupy przyjaciół wyrosła potężna fala wody, która zamknęła się ze wszystkich stron i stworzyła wodny słup, który zaczął zamykać się uniemożliwiając dostanie się do środka.
- Zapomniałam o kredzie. - rzuciła nagle Sara, lecz Derek pomyślał o tym wcześniej i pokazał jej pudełko z białymi kredami.
- Glaciation. - szepnęła Kinga i zewnętrzna warstwa wody zamieniła się w twardą, lodowatą skorupę. Wewnętrzna warstwa wody dalej kręciła się delikatnie w około rzucając błękitne światło na otaczającą przestrzeń.
- Dobra robota. - powiedziała krótko Saga i sięgnęła do pudełka po kredę.
Narysowała wokół ciała Julii trzy symbole. Po lewej stronie połówkę księżyca, po prawej stronie połówkę słońca a oba te symbole zawarła w kwadratowym polu, które miało być imitacją lustra. Wampir postawił duże, białe świecie na rogach malunku oraz jedną przed Zaklinaczką.
Dziewczyna usiadła na ziemi, założyła nogę na nogę, oparła łokcie na swoich nogach i dłonie skierowała ku sobie, tworząc coś w rodzaju pozycji do medytacji. Wampir spojrzał na nią i zrobił kilka kroków do tyłu, rytuał się zaczął.
Z ust Sagi zaczęły wydobywać się słowa w nieznanym wampirowi języku, malunek przedstawiający słońce zniknął a prawa strona lodowatego kokonu zajaśniała, przy kolejnych słowach zniknął symbol księżyca a lewa strona kokonu pogrążyła się w mroku. W jednej chwili cztery świece zapłonęły intensywnym ogniem i nastała cisza. Sara przeniosła się do równoległego świata.
- Co się stanie, jeżeli ktoś przerwie jej rytuał? - zapytała zdenerwowana Kinga.
- Zginie. - odparował beznamiętnym tonem wampir i skupił się Sarze.
Jej dusza przybrała formę srebrzystego pyłku, który imitował jej sylwetkę. Zaklinaczka spojrzała za siebie. Zobaczyła wirujący dookoła pyłek wokół Kingi, która czarowała wodę, zobaczyła lśniącą sylwetkę Dereka, który nie posiadał duszy a to co z niej zostało, było na zawsze uwięzione w jego martwym ciele. Sara zwróciła swój wzrok ku Julii, która leżała bez ruchu.
- Julia, słyszysz mnie? - zapytała dziewczyna a jej oczom ukazała się niekształtna, połyskująca bladym światłem sylweta wampirzycy, która leżała obok ciała, do którego należała - Co z Tobą?
- Umieram. - rzuciła zimnym tonem wampirzyca - Jestem teraz pół człowiekiem, pół wampirem, nie wiem co jest gorsze, bycie półmartwą czy bycie półżywą.
- Ale jak to jest w ogóle możliwe? - zapytała ponownie zdezorientowana Czarodziejka.
- W tym kołku jest coś wyjątkowego, co prawda, prawie przez niego umarłam, ale czuję, że jest czymś więcej niż tylko drewnianą bronią na Dzieci Nocy, nie wiem jak to nazwać, ale tak właśnie jest. - powiedziała Julia, wstała, rozejrzała się dookoła i dodała - Mamy towarzystwo. - po czym delikatnie schowała się w ciele, z którego wyszła. Zaklinaczka szybkim ruchem głowy zaktualizowała informacje o ilości osób przebywających w kokonie. Było źle, lodowatą kulę otoczyły jakieś stworzenia, były ich dziesiątki. Delikatny pyłek ledwie tlił się w ich ciałach, wampiry.
Kinga zaczęła atakować je zamarzającymi kulami wody, wysyłała w ich stronę wodne cannony i lodowate sople, lecz w pojedynkę nie mogła sobie dać z nimi rady. Sara musiała wracać. Rzuciła okiem na ciało Julii po raz ostatni i powiedziała:
- Wyciągnę cię z tego, obiecuję. - po czym wróciła do pozycji wyjściowej, zamknęła oczy i zaczęła wypowiadać słowa zaklęcia od tyłu, tym razem brzmiały jeszcze bardziej dziwacznie niż początkowo. Lewa strona kokonu rozjaśniała, prawa strona kokonu przestała wydawać z siebie blask, świece nagle zgasły a Zaklinaczka otworzyła oczy. Do jej uszy od razu dobiegły odgłosy walki, huki i grzmoty dobijających się wampirów, ich jęki i krzyki, gdy zostawały ugodzone zaklęciami.
- Dłużej już tak nie mogę! - krzyknęła Kinga i spojrzała zmęczonymi oczyma na przyjaciół.
- Rozwal to! - zawołała Sara, której przy dłoniach zaczęła zbierać się połyskująca łuna - Rozwal!
Czarodziejka Wody nie śmiała odmówić przyjaciółce. W kokonie nagle wszystko zamarło a z usta Kingi wydarło się zaklęcie:
 - Crepitus! - kokon pękł. W mgnieniu oka lodowa fala zniknęła, pozostawiając po sobie zimną aurę i dziesiątki zamarzniętych wampirzych ciał.
- Lucidity! - zawołała zaraz po tym Saga i ogromna masa energii ruszyła na wszystkie strony rozbijając lodowe ciała krwiopijców.
Było po wszystkim, nic nie zostało, ani jeden wampir nie stanowił już zagrożenia, wszystkie zostały zniszczone.
Przyjaciółki popatrzyły po sobie i posłały gratulujące uśmiechy.
- Czego się dowiedziałaś? - rzucił bez zastanowienia Derek.
- Julia... - zaczęła Zaklinaczka - ona żyje, jesteś w fazie przejściowej, jest prawie martwa, ten kołek ma coś wspólnego z jej stanem. - odpowiedziała szybko dziewczyna i zwróciła się do Kingi - Jest coś o czym nam nie powiedziałaś, czym na prawdę jest Exterminatore? - zapytała Saga i wlepiła wzrok w przyjaciółkę.
- Wszystko Wam opowiem, ale na początku musimy zabrać stąd Julię, jeżeli chcemy ją ocalić, proponuję zabrać ją od razu do Josepha. - odparła Czarodziejka Wody.
Na to imię Derekowi włosy stanęły dęba.
- O czym ty do cholery mówisz? - zapytał zdenerwowany.
- Za mną, do Tower of London mamy kawałek, wszystkiego się dowiecie. - odparowała dziewczyna i ruszyła przed siebie.
- Co z nią? - zapytał wampir patrząc na ciało swojej dziewczyny.
- Zajmę się tym. - oparła Sara i rzuciła na koleżankę zaklęcie paraliżujące, które uniemożliwiało przesunięcie się kołka jeszcze bliżej serca.
Gdy wszystko było gotowe, mężczyzna wziął ciało wampirzycy na ręce i ruszył na spotkanie z Pierwotnym Wampirem. 
- Historia Niszczyciela sięga samego początku... - Kinga zaczęła swoja historię - Syrine była w ciąży. Jej rodzina mieszkała na skraju miasteczka Canitville, gdzie cieszyli się sławą i dostatkiem. Życie toczyło się swoim torem. Dziecko w łonie rosło a jego matka czuła się świetnie. Wtedy właśnie nadeszła noc, która zmieniła wszystko. Syrine była w domu tylko ze służką, która pomagała jej w codziennych obowiązkach. W lesie zaczęło się coś dziać, zwierzęta zostały spłoszone a w wiosce nagle życie zamarło. Syrine na początku nic nie zauważyła, szykowała się do snu, lecz usłyszała przeraźliwy krzyk swojej służącej. Kobieta w mgnieniu oka zamknęła drzwi od sypialni i wcisnęła się w ciemny kąt swojego pokoju. Po kilku chwilach biciu jej serca zaczęły towarzyszyć kroki, które zbliżały się do sypialni. Przerażona Syrine nie miała dokąd uciec. Drzwi wyleciały z zawiasów a w progu stanął jakiś mężczyzna. Filius (Dziecko)  - powiedział i wskazał na brzuch kobiety. Zrobił kilka kroków do przodu i stanął twarzą w twarz z kobietą. Jego oczy były martwe, przekrwione. Blada skóra kontrastowała z kruczoczarnymi włosami i czerwonymi jak krew ustami. Jesteś moim wybawieniem - powiedział tajemniczy mężczyzna i klęknął przed kobietą. Podniósł jej koszulę i spojrzał na brzuch, w którym było dziecko - Teraz ty będziesz dzierżył klątwę.  Nagle do pokoju wbiegli dwaj mężczyźni. Jeden strzelił do nieznajomego z jakiejś prymitywnej broni, zwracając na siebie jego uwagę, drugi zaś podbiegł do napastnika i przebił jego klatkę piersiową drewnianym kołkiem, który leżał na komodzie. Tajemniczy mężczyzna upadł na kolana. Syrine podbiegła do niego chcąc mu pomóc, lecz napastnik złapał ją za nadgarstek i wtopił swoje zęby w jej ciało, po czym umarł. Kobieta poczuła przenikający ból, to ten moment, zaczęła rodzić. Mężczyźni zwołali kilka kobiet z okolicy i kilkanaście godzin później na rękach Syrine leżał jej mały synek. Nazwę go Joseph - oznajmiła kobieta. Chłopiec dorastał tak jak inne dzieci, uczęszczał do szkoły, pobierał nauki walki mieczem i jazdy konnej. Z biegiem lat stał się wzorem do naśladowania dla innych. Kilka lat później ożenił się, przeprowadził do małego domku na wzgórzu i założył rodzinę. Miał córkę, którą kochał nad życie, lecz której nie mógł pokazywać światu, ponieważ, jak wtedy myślano, miała uczulenie na słońce. Mężczyzna zapragnął drugiego dziecka, które będzie mogło normalnie funkcjonować. Tej nocy jego żona była już w łóżku. Joseph zaczął ją rozbierać, lecz ona nie chciała tego co on. Zaczęli się szarpać. W tej małej bójce kobieta rozcięła sobie szyję. Joseph poczuł dziwny zapach, pierwszy raz w życiu wiedział, że to zapach szczęścia. Zbliżył się do swojej żony i zlizał z jej szyi krew. Gdy jej tylko posmakował nie mógł się oprzeć. Zakrył usta kobiety, żeby ta nie mogła krzyczeć i osuszył ją do cna. Obudziwszy się następnego dnia zorientował się, że jego słuch, wzrok i węch zdecydowanie się polepszyły. Był szybszy, zwinniejszy i silniejszy niż zwykle. Czuł się wszechmogący. Widząc ciało swojej martwej żony pozostał niewzruszony. Stanął przed zasłoniętym oknem, złapał zasłony i wpuścił do pokoju blaski porannego słońca. Jego ciało przeszył niewyobrażalny ból. Joseph szybko schował się do ciemnego rogu pokoju i postanowił poczekać, aż słońce zajdzie. Wieczorem zaczął dręczyć go głód. Nie mógł się powstrzymać. Wytłumaczył swojej małej córce kim są i razem ruszyli do wioski. Jedna noc wystarczyła im, żeby wymordować wszystkich mieszkańców. Gdy mężczyzna trzymał w ramionach swoją zbryzganą krwią matkę, ta powiedziała: Więc to właśnie jest ta klątwa. Joseph nie rozumiał wtedy tych słów. Wrócił do swojej posiadłości, spakował wszystkie swoje rzeczy i razem z córką opuścili wioskę. Tułali się od miasteczka do miasteczka, mordując i zaspokajając głód. Pewnego dnia córka Josepha chciała z tym skończyć, chciała zginąć. Wystawiła się na działanie słońca, lecz ojciec zdążył ją uratować. Zamknął ją w lochu rozciągającym się pod miasteczkiem i co noc przynosił jej ofiarę, dzięki której mogła przeżyć. Dziewczyna nauczyła się hamować głód i puszczała wolno swoje ofiary. Nauczyła się również wpływać na ich wolę, dzięki czemu nic nie pamiętały. W międzyczasie Joseph znalazł wiedźmę, Fireline, która stworzyła dla niego antidotum na wampiryzm. Był to drewniany kołek, który miał zniszczyć wampirzą naturę jego córki. Był jednak jeden haczyk, aby kołek zadziałał prawidłowo, należało zabić dziesięć wampirów, które nie powstały z krwi Josepha. Mężczyzna szukał innych krwiopijców i ich zabijał, lecz kołek dalej nie działał prawidłowo. Wszystkie wampiry, które do tej pory zabijał, okazywały się być niedobitkami, na których się żywił on i jego córka. Pewnego dnia, gdy Joseph poszedł odwiedzić córkę, jej tam nie było. Zmanipulowała swoje ofiary tak, że te ją uwolniły i wyprowadziły z lochów. Dziewczyna poczekała na wschód słońca. Tym razem jej ojciec nie zdążył z pomocą. Udało jej się, dopięła swego, spłonęła na oczach najbliższej jej osoby, która tak bardzo ją kochała, dla której była całym światem. Joseph przysiągł sobie wtedy, że znajdzie winnego śmierci jego córki, lecz wiedział, że sam jest tego winien. Od tamtego czasu przemierzał świat bawiąc się ludźmi, nabierając sił, szukając wampirów, które mogły aktywować kołek, bezskutecznie. Dopiero kilka wieków później na Exterminatore'rze pokazał się symbol 'I'. Wampir, którego zabił pochodził z innej rodziny, nie był stworzony przez niego. Okazało się, że było też inne dziecko, które zostało przeklęte, Cythia, której krew była rozwiązaniem problemu Josepha. Mężczyzna zabił jeszcze kilka wampirów, dzięki którym aktywował kołek, lecz pewnej nocy został zaatakowały przez czarownice, które ukradły jego lekarstwo i zniknęły, jakby zapadły się pod ziemię. Od tamtego momentu słuch o tym magicznym kołku zaginął, aż do teraz. To w skrócie cała historia Niszczyciela. - Kinga skończyła swoja opowieść i nagle zatrzymała się bo na jej drodze stała jakaś kobieta.
- Nareszcie! - rzuciła kobieta - Szukałam was kilka dni, potrzebuję waszej pomocy.
- Kim jesteś? - zapytała Czarodziejka Wody.
- To dziwne, że o mnie nie słyszałaś, jestem Cythia. - wampirzyca odparła z uśmiechem na ustach a serca przyjaciół zaczęły łomotać jak dzwony - Musicie pomóc mi zabić Josepha i to jak najszybciej. - ta prośba kompletnie zaskoczyła Dereka, Kingę i Sarę - A oto mój wkład w tę akcję. - dodała kobieta a obok niej pokazała się znikąd dziewczyna - Jestem Venus.
- A ja Mars - rzucił chłopak, który pokazał się z drugiej strony.
- Igne et Vento - powiedziała wampirzyca - Ogień i Wiatr. - widząc zdezorientowane miny paczki przyjaciół Cythia dodała - Lepiej chodźmy gdzieś porozmawiać, tutaj jest trochę niebezpiecznie. - I ruszyła przed siebie w towarzystwie Czarodzieja Ognia i Czarodziejki Powietrza - Śmiało, nie ma się czego bać. - zwróciła się serdecznym głosem do Kingi, która wraz z przyjaciółmi ruszyła na rozmowę z Cythią, Pierwotną Wampirzycą.

Czytasz = Komentujesz =)

czwartek, 16 stycznia 2014

*NOTKA*


Witam wszystkich bardzo serdecznie :)Wiem, że The Vampire Avenue ma przestoje, ale to nie znaczy, że nie będzie nowych rozdziałów, jeden już jest w drodze ;)Na razie chciałbym zaprosić Was na coś nieco z innej beczki :Dhttp://michael-the-reaper.blogspot.com/To mój drugi blog, który prowadzę z takim samym zapałem jak The Vampire Avenue :)Myślę, że Was nie zawiodę =)ZAPRASZAM BARDZO SERDECZNIE :)!


czwartek, 26 grudnia 2013

Memento mori.

Święta, święta, koniec z tym! Wracamy do normalności i czytamy :D!
ENJOY Miśki :) ! 
___________________________________________

Zaklęcie Białej Damy emanowało potężną energią. Ogniste węże pomknęły w stronę napastników. Pierwszy, w kształcie kobry królewskiej, ruszył na grupkę Shade'ów. Ogień pląsał delikatnie ponad powierzchnią ziemi, zatoczył koło wokół całej trójki, wzbił się w powietrze i z niesamowitą szybkością opadł na Mrocznych Rycerzy wywołując ogromną eksplozję ognia. W tym samym czasie drugi wąż, niesamowity boa dusiciel, zaatakował Hansa. Ognista forma znikała pod ziemią, żeby za kilka chwil znowu wynurzyć się na powierzchnię. Wąż pojawiał się to tu, to tam, czym zdezorientował swój cel, po czym ognista paszcza pokazała się tuż pod nogami Hansa 'połykając' go w całości. Trzeci wąż, giętka jak guma anakonda, rzuciła się na Demona i Sonię. Zbliżając się do przeciwników ognisty czar nagle zniknął w kłębach dymu. Przerażona tym widokiem Sonia zbliżyła się nieco do Demona, który rozglądał się dookoła szukając anakondy. Gdy po chwili odwrócił się do tyłu zobaczył tylko, jak ognista masa rozbija się o jego twarz. Wszystkie węże osiągnęły swój cel. Powaliły przeciwników na kolana. Hans leżał twarzą do ziemi i łapczywie nabierał powietrza do płuc, Sonia wraz z Demonem szamotali się próbując ugasić palące się ubrania a grupka Shade'ów pozbywała się z gardeł nieprzyjemnego smaku goryczy i sadzy.
- Na co czekacie? - spytała zdziwiona Shirley, która nie miała pojęcia dlaczego jej towarzysze nie atakują tylko przypatrują się całej tej sytuacji.
- Na pełnej kurwie. - rzuciła nagle beznamiętnym tonem Sara, która stanęła w drzwiach wraz z Ivy i Kingą, po czym krzyknęła - Epulso! - a wiązka energii poleciała w kierunku podnoszącego się na równe nogi Shade'a, który nie zauważył pocisku i został ponownie powalony na ziemię.
Adrenalina dała o sobie znać już chwilę po tym, jak dziewczyna rzuciła zaklęcie. Naładowani energią, lecz zdenerwowani i przerażeni zarazem, przyjaciele ruszyli do walki. Saga zaczęła przedstawienie. Nie czekała na swoich kompanów. W mgnieniu oka znalazła się przy trójce Mrocznych Rycerzy i energetycznym kopniakiem rozbiła nos kobiecie, która chciała potraktować ją zaklęciem. Zaklinaczka ponownie krzyknęła:
- Epulso! - a jej zaklęcie odrzuciło przeciwniczkę kilka metrów w tył.
Zaraz po tym na werandzie zrobiło się pusto. Shirley i Sean obrali sobie za cel Hansa, który podniósł się na proste nogi, splunął i ocierając usta rzucił niedbale w kierunku Białej Damy:
- Zaraz tego pożałujesz. - po czym w stronę Druidki i Hybrida pomknęło kilka morderczych zaklęć.
- Ablatione! - krzyknął Sean a wokół niego buchnął dym, w którym zniknął.
Hans nie zwrócił nawet na to uwagi. Zajęty był patrzeniem jak babcia April idzie spokojnie w jego stronę, nie zważając na zaklęcia. Gdy mordercze kule były tuż przy kobiecie, ta machnęła ręką a na wyczarowanej przez nią niebieskawej mgiełce zaklęcia zatrzymały się jak lotki na tarczy, żeby po chwili opaść delikatnie na ziemię.
- Co do... - zaskoczony mężczyzna nie zdążył dokończyć zdania bo już leżał wyciągnięty na plecach.
Materializując się tuż przez Hansem, Sean wymierzył mu potężne zaklęcie, które posłało przeciwnika na deski. Czarodziej Ognia wzbił się w powietrze i wylądował tuż przy Białej Damie, która  szybkim ruchem ręki zmieniła kolor otaczającej ją mgiełki na czerwony co zwiększyło moc ataków jej przyjaciół.
W tym samym czasie Kinga podnosiła się z kolan. Powalona zaklęciem obezwładniającym przez Sonię zrozumiała, że jej koleżanka odeszła i nigdy nie wróci.
- Pulpam! - zawołał April i oddzieliła ogromnymi soplami Sonię od Demona, którym za chwilę się zajęła.
Mężczyzna w czerwonym płaszczu oblizał usta i zaczął ostrzał. Wyciągnął swoją broń i skierowawszy lufę w stronę Angelusa pociągnął za spust.
- To będzie bułka z masłem. - rzucił i oprawił wszystko wariackim śmiechem.
April z gracją i bez większych problemów ominęła wszystkie pociski i szepcząc coś pod nosem grzmotnęła Demona ziemnymi pociskami.
- Ty chyba żartujesz, to ma mnie niby powstrzymać? - zapytał rozczarowany świr, lecz po chwili padł na ziemię nie mogąc złapać tchu - Coś Ty mi... - urwał a jego ciało zaczęło powoli przemieniać się w skamielinę.
- Ergos! - zawołała Przeklęta, która odparła ataki Kingi i Ivy. Sonia bez cienia wątpliwości rzuciła się na April. Kilka sekund później siedziała na przypartej plecami do ziemi April, która nie mogła uwierzyć w własnym - Oblivione! - krzyknęła Air Sailor a jej zaklęcie oszołomiło Czarodziejkę Ziemi - Vellus - dodała po chwili nad ciałem Demona. Zaklęcie Sonii zadziałało jak lekarstwo i już po chwili Ergos był w pełni zdolny do jakichkolwiek ruchów.
Szczęście Czarodziejki Powietrza nie trwało długo, bo gdy tylko wstała poczuła przeszywający ból w plecach. Tym razem była to Kinga, która ugodziła dawną koleżankę cannonem.
- Co Ty robisz, zgłupiałaś? - zawołała April, która nie spodziewała się takiego widoku.
- Dla niej nie ma już ratunku. - oznajmiła oschle Czarodziejka Wody, popatrzyła na Ivy i razem zaatakowały osłabioną Sonię. Tropicielka szybkim susem wskoczyła na dach stojącego nieopodal domu, zdjęła z pleców łuk i naciągnęła czarną, ostrą strzałę na cięciwę.
- Aqua Unda. - powiedziała Kinga i ruszyła na Demona. Nagle nad jej głową wyrosła wysoka fala wody, która rzuciła się na Ergosa i Sonię - Glaciation! - krzyknęła ponownie i zamieniła zgromadzoną wodę w lód.
To był idealny moment dla Ivy na oddanie strzału. Glamour zaatakowała. Jej strzała przeszyła kolano Sonii unieruchamiając ją przy ziemi. Dziewczyna wydała przeraźliwy krzyk a z jej oczu popłynęły łzy. Tropicielka z zimną krwią ponownie naciągnęła strzałę i przebiła drugie kolano Przeklętej. Reakcja Sonii powtórzyła się, ale tym razem była słabsza, bo dziewczyna osunęła się na brzuch i lekko łkała.
Widząc co dzieje się z Czarodziejką Powietrza, Demon wściekł się, lecz nie miał dużo czasu na reakcję. Tuż za jego plecami stała April trzymając w ręku shakram, który Shitoke podarował niegdyś Air Sailor'owi i wbiła go głęboko w plecy Ergosa. Serce mężczyzny chciało wyrwać się z piersi. Niemy krzyk wariata zagłuszały odgłosy walki i oślizgły szmer ostrza zatapiającego się głębiej i głębiej w jego ciało.
Podczas całego zgiełku panującego wtedy przed domem Shirley April usłyszała krzyk Julii:
- Jeden padł!
Czarodziejka Ziemi na moment popatrzyła na wampirzycę i zobaczyła, że trzyma ona przypartego do muru mężczyznę. Jego twarz była zmasakrowana, toga podarta na strzępy a z jego piersi wystawały dwie czarne strzały. Mając na oku wszystko co się wtedy działo, stojąca na dachu Iventary posyłała swojego strzały to tu, to tam, pomagając tym swoim przyjaciołom.
- Julia, uważaj! - krzyknął nagle Derek, ale wampirzyca zareagowała za późno. Jej pierś przeszył miecz, którego właścicielką była towarzyszka zamordowanego Shade'a. Julia, czując zimne ostrze wewnątrz swojego ciała, puściła martwe ciało Mrocznego Rycerza i czując lekki ból wymierzyła napastnikowi łokcia. Gabrielle, bo tak miała na imię kobieta Shade, zatoczyła się do tyłu i chciała się zrewanżować dziewczynie, lecz wtedy Derek złapał ją za togę, zrobił kilka obrotów i cisnął jej ciałem o ścianę. Gabrielle odbiła się od muru jak piłeczka pingpongowa i gruchnęła o ziemię. Podczas, gdy Derek usuwał ostrze z ciała Julii, Shirley kazała Seanowi pomóc w zabiciu Shade'ów, gdyż zwykły Czarodziej czy wampir nie może tego zrobić. Czarodziej Ognia skinął głową, krzyknął:
- Ignis Turbine! - wysyłając falę ognia w stronę Hansa, po czym dorzucił - Igniter! - i z podpalonymi katanami ruszył odebrać życie Mrocznym Rycerzom.
Korzystając z zaklęcia Hybrida, Biała Dama ruszyła zaraz za nim. Hans z łatwością zniwelował działanie ognistego czaru, lecz nie był przygotowany na to, że Druidka uraczy go swoim, o wiele potężniejszym i boleśniejszym zaklęciem okaleczającym, które spowodowało, że mężczyzna padł po raz kolejny na zimną ziemię a na jego ciele pojawiły się głębokie rany, przez które krew sączyła się jak sok z wyciskanej cytryny.
- Elektris! - nagle rozległ się krzyk Sary, która poraziła prądem Shade'ów. Mroczni Rycerze zrobili kilka obrotów w powietrzu i zostali pochwyceni. Mężczyznę złapał Derek, krępując od razu jego ręce za plecami i odchylając głowę do tyłu, aby Sean zwinnym ruchem pozbawił go głowy. Gdy to się stało, bezwładne ciało Shade'a grzmotnęło o ziemię. Wampir spojrzał do trzymaną przez siebie głowę, rzucił ją obok ciała mężczyzny i z pogardą w głosie powiedział:
- Zapomniałeś czegoś.
Julia złapała Gabrielle za szyję, uniosła ją wysoko na wyprostowanej ręce lekko przyduszając, i patrzyła, jak dwie czarne strzały torpedują czaszkę kobiety. Ostatni Mroczny Rycerz padł martwy.
Zaraz po tym w powietrzu rozległ się krzyk Kingi. Czarodziejka Wody wytworzyła kilkanaście lodowych sopli, które przeszyły ciało Ergosa.
- Kończ to! - zawołała Julia i w mgnieniu oka pojawiła się obok April, mocnym kopniakiem zagłębiła shakrama w ciele Demona i pchnęła Czarodziejkę Ziemi do przodu.
Natura Tellus stanęła naprzeciwko świra w czerwonym płaszczu, spojrzała na jego przerażoną twarz i po raz ostatni zwróciła się do niego wymawiając słowa zaklęcia. W okół jej dłoni coś rozbłysło. Vamperius rzucał potężną czerwoną łunę na twarz Demona. April w skupieniu odmawiała mantrę, a gdy otworzyła oczy z szybkością błyskawicy ugodziła Ergosa pięścią w pierś. Nagle czas stanął w miejscu. Przed oczami wszystkich obecnych stanęła biała nicość. Zero wrzasków, zero jakichkolwiek odgłosów walki. Cisza. Ten stan utrzymywał się zaledwie kilka sekund a wydawało się, że wieczność właśnie pochłonęła wszystkich uczestników walki. Trzask! Nagle wszystko wróciło do normy. Po Demonie nie było ani śladu. Na miejscu, w którym widziano go po raz ostatni został shakram, którego April użyła do unieruchomienia Ergosa. Natura Tellus rozejrzała się dookoła, żeby upewnić się, że świra nie ma nigdzie w pobliżu. Zamiast niego ujrzała Sonię, która wyprostowana szła w jej stronę. Gdy Air Sailor zbliżył się na tyle, żeby wyciągnąć rękę, powiedział cichym, serdecznym głosem:
- Dziękuję. - i rozpłynął się w powietrzu w postaci kawałków popiołu targanego przez wiatr.
Czarodziejka Ziemi ze łzami w oczach stała i ślepo patrzyła w przestrzeń. Niespodziewanie coś się na nią rzuciło. Wampir. Wygłodniały, z białą jak kreda twarzą i czerwonymi jak rubiny oczami. Dziewczyna błyskawicznie przerzuciła go przez ramię i krzyknęła do Kingi:
- Kołek!
Czarodziejka Wody odpięła ze swojego pasa drewniany, grawerowany kołek i rzuciła go przyjaciółce, która przebiła serce krwiopijcy. Nikt nie zauważył, że na Niszczycielu pojawił się symbol nieskończoności, który tlił się delikatnie na rękojeści.
Natura Tellus oparła głowę na dłoni i próbowała pozbierać myśli, gdy Sean zapytał:
- A gdzie Shirley?
April natychmiast wstała i zaczęła krzyczeć imię babci, bezskutecznie. Zaczęto poszukiwania Białej Damy. Wszyscy zaglądali do najróżniejszych zakamarków z nadzieją, że zobaczą tam Shirley, daremnie. Kinga przemierzała pole bitwy kierując się do domu, gdy nagle coś błysło przed jej oczami. Podeszła bliżej owego błysku, kucnęła i złapała coś do ręki. Był to zdobiony pierścień i pyskiem wilkołaka jako ozdobą.
- Signaculum. - szepnęła i nałożyła sygnet na palec. Po chwili Czarodziejka Wody poczuła niesamowity przypływ mocy, który rozszedł się po jej ciele i jakby nagle zaniknął.
- Kinga, masz coś? - zapytała zdenerwowana Julia, lecz Czarodziejka Wody wzruszyła ramionami i nic nie powiedziała o znalezisku.
Shirley zniknęła po raz kolejny. Co się znowu stało. Nikt nic nie wie, nikt nic nie widział. Zdezorientowana April stała nieruchomo ściskając drewniany kołek w ręce. Widząc to Julia podeszła i chciała ją pocieszyć. Wyciągnęła rękę i delikatnie położyła ją na ramieniu Natura Tellusy. Wampirzyca szepnęła, że wszystko będzie dobrze, lecz zrobiła o jeden krok za daleko. W April coś pękło. Zrobiła zamach i przebiła klatkę piersiową Julii jednocześnie krzycząc, że nic nie będzie dobrze. Wampirzyca wydała z siebie zduszony jęk i padła sztywna na ziemię a jej skóra wysuszyła się. Czarodziejka Ziemi nie wierzyła w to co widziała. Zabiła Julię, swoją najlepszą przyjaciółkę. Dziewczyna nie miała czasu na żadną reakcję, gdyż w powietrzu rozległ się grzmot a Angelus został porwany przez błyskawicę. Kolejne zniknięcie, lecz tym nikt się nie przejął bo wszyscy skupili się na zakołkowanej Julii.
_____________________________________

Czytasz = Komentujesz

Wasze komentarze motywują do dalszej roboty. Dzięki nim wiem czego chcecie więcej, na czym się bardziej skupić i jakie wątki dalej rozwijać. Może ten wpis jest krótki, ale zaczynam dalej dodawać coś świeżego :) 

Zapraszam do "Obserwowania" na Facebook'u i Lajkowania fanfage'a :) 

Wszystkich informacje na dole posta.   

________________________________________
https://www.facebook.com/konrad.luszczek?ref=tn_tnmn - chcesz być na bieżąco? Klikaj "Obserwuj"!
https://www.facebook.com/pages/The-Vampire-Avenue/612890052059666?ref=hl  - chcesz dowiadywać się o wszystkich aktualnościach bloga najszybciej, jak to tylko możliwe? Klikaj "Lubię to!"

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Początek końca.

Jeżeli przeczytacie już końcówkę rozdziału nie bądźcie bardzo źli :D 


Ten rozdział leci ze specjalną dedykacją dla Patki, która przeze mnie smuta :C

Przepraszam Misiu, ta notka jest dla Ciebie na poprawę humoru - Twój najgłupszy zjebek <3! 

A teraz Wam wszystkim życzę przyjemnej lektury ;)
Enjoy ;3!
_____________________________________


Osłupiali przyjaciele stali w miejscu. Dopiero po chwili zdali sobie sprawę co tak na prawdę się stało. Wszystkie wydarzenia działy się tak szybko, że nie mieli czasu na dokładniejsze przemyślenie przyczyn i skutków popełnionych czynów. Z tego dziwnego amoku wyrwała ich Shirley, która jęknęła cicho podnosząc się z zimnej ziemi.
- Babciu! - rzuciła nagle April, która od razu ruszyła kobiecie z pomocą.
Kiedy Biała Dama stała już na równych nogach wnuczka zaczęła prowadzić ją powoli do domu. Już po kilkunastu chwilach wszyscy znaleźli się w środku pomieszczenia a Saga rzuciła czary ochronne.
- Twoja magia na nic się tutaj przyda kochanie. - odezwała się łagodnym tonem Druida.
- Co masz na myśli? - zapytał Sean, który zorientował się, że nie rozmawia z koleżanką i chciał przeprosić Shirley za swoje zachowanie, lecz ta uciszyła go gestem ręki i powiedziała, że nic się nie stało i że od tej chwili każdy ma zwracać się do niej po imieniu.
- Słyszeliście co powiedział ten Anioł przed swoim odejściem, ta ziemia to gniazdo zła, tutaj Biała Magia nie działa tak jak powinna, praktycznie jest bezużyteczna. - wytłumaczyła kobieta i zaczęła krzątać się po domu.
- Babciu, to Ty wiesz co się tutaj działo? - spytała zaskoczona Natura Tellus.
- Oczywiście, że tak. - odparła Shirley zaglądając do starej szafy stojącej nieopodal nierozpalonego kominka - Przydałoby się trochę światła. - dodała pod nosem.
Zamyślony Sean nie usłyszał tej uwagi. Dopiero, gdy Iventary szturchnęła go łokciem i kazała mu rzucić zaklęcie ten szepnął:
- Lumen. - po czym w pokoju pojawiły się świecące kule, które rzucały magiczną, bladą poświatę na otaczającą je przestrzeń.
- Tak lepiej. - skomentowała to Druidka - Dziękuję. - rzuciła pośpiesznie.
- Shirley powiedz... - zaczęła Sara - dlaczego nie pozwoliłaś, żeby Sean się z Tobą połączył? - zapytała.
- Wprowadziłam się w stan hibernacji, dzięki czemu zatrzymałam postęp klątwy. Cały czas szukałam sposobu na przełamanie tego mrocznego uroku, potrzebowałam do tego wszystkich swoich sił a takie niezapowiedziane wizyty - kobieta spojrzała spode łba w stronę Hybrida - poważnie zakłócały moją koncentrację. - dokończyła wyciągając zniszczone pudło z kuferka stojącego obok szafy.
Stary karton pokryty był ogromną ilością kurzu. Druidka odwróciła się w stronę swoich towarzyszy i zdmuchnęła pył z wieka pudła. Chmura kurzu wypełniła powietrze a nieprzyjemny pył dostał się do nosów i gardeł przyjaciół wywołując kichanie i kaszel. Gdy towarzystwo pozbyło się substancji ze swoich dróg oddechowych Shirley położyła pudło na podłodze, zdjęła wieko i wyciągnęła małą pozytywkę, na klapie której widniał znak - pięcioramienna gwiazda otoczona okręgiem.
- Co to? - zapytała zaciekawiona Julia, której pozytywka bardzo się spodobała.
Kobieta nie zwróciła uwagi na pytanie wampirzycy tylko wyciągnęła rękę i rzekła:
Monstra Te Occultis Tuis. - po czym wszystko stanęło w miejscu.
Unoszący się delikatnie kurz zatrzymał się, podłoga przestała zgrzytać pod ciężarem stojących na niej przyjaciół. Po upływie kilku sekund formuła zaklęcia powtórzyła się, lecz tym razem wypowiadający ją głos był twardy, oschły i poważny. Zaraz po nim powietrze wypełnił subtelny, łagodny i zmysłowy głos kobiety, która powiedziała "Pokaż swój sekret".
- Co się dzieje? - zapytała zdezorientowana Julia.
- Ale czad. - rzucił bez zastanowienia Derek.
Cała paczka zachwycała się zaistniałą sytuacją, gdy nagle usłyszeli brzdęk i wieko szkatuły otwarło się.
Shirley popatrzyła na każdego z osoba posyłając im lekki uśmiech, po czym schyliła się i wyciągnęła coś z wnętrza pudełeczka.
- April... - zwróciła się do wnuczki - teraz Ty jesteś jego prawowitą właścicielką. - dodała i wyciągnęła dłonie przed siebie.
- Phylacterium. - rzuciła od razu Czarodziejka Ziemi, która nie spodziewała się zobaczyć medalionu w dłoniach babci - skąd on się tam wziął? - zapytała od razu zdezorientowana dziewczyna.
- Zaraz przed tym, jak rzuciłam Czar Hibernujący, przypomniałam sobie o tej pozytywce. - odrzekła kobieta.
- Ale co ona ma wspólnego z medalionem? - drążyła temat Natura Tellus.
- To nie jest zwykła pozytywka. - odparowała Shirley - Kiedy dostałam Phylacterium od swojej matki pod opiekę, otrzymałam od niej także tę pozytywkę, która jest swego rodzaju bezpiecznym sejfem na klejnot. Jedynym sposobem na jego otwarcie jest zaklęcie, które przed chwilą poznaliście. Niestety jest ono coraz słabsze i coraz łatwiej jest je złamać. - powiedziała spokojnie Druidka.
- Ale jak on się tam znalazł? - zapytała ponownie April, która nie wiedziała skąd medalion znalazł się w pozytywce ukrytej w tym starym, zakurzonym pudle.
- Z tego rodzaju magicznymi sejfami w zestawie otrzymujesz kilka zaklęć, które działają, gdy w pobliżu Ciebie znajdują się przedmioty, które chcesz schować w ich schowku. - wytłumaczyła spokojnie Biała Dama.
- Teraz wszystko jasne. - rzucił niespodziewanie Derek, który niesamowicie zbladł, jego oczy zrobiły się czerwone a kły same zaczęły wychodzić na wierzch.
- Co Ci jest? - zapytała zaniepokojona jego stanem Julia.
- Co jest Wam obojgu? - rzuciła przerażona Sara, która zrobiła kilka kroków w tył.
- Są głodni. - skwitowała tę sytuacje Ivy, która nie raz widziała wygłodniałego krwiopijcę.
- Kończymy seans. - powiedziała Druidka po czym rzuciła krótko - Finis. - a jej czar przestał działać. Podłoga znowu zaskrzypiała uginając się nieco pod ciężarem ciał przyjaciół a kurz ponownie zaczął tańczyć w powietrzu.
- Nic nam nie będzie. - powiedział szybko wampir, który widział przerażone twarze jego towarzyszy - Musimy znaleźć jakiegoś lykantropa i wszystko wróci do normy. - dodał i złapał Julię za rękę.
Dziewczyna oblała się delikatnym rumieńcem, wymieniła znaczące spojrzenie z Derekiem i posłała mu nieśmiały uśmiech.
- Zaczekajcie. - krzyknęła za nimi Shirley, która powstrzymała parę wampirów przed opuszczeniem domu - Musicie być szczególnie ostrożni. Teraz, gdy ta ziemia jest przeklęta będzie roić się w okolicy od najbardziej plugawych kreatur. - przestrzegła ich i zwróciła się do wnuczki - Medalion jest teraz twój więc możesz zmienić jego postać.
- Zmienić postać? - dziewczyna powtórzyła słowa babci.
- Tak, w zależności od Czarownicy albo Czarodzieja takie artefakty przybierają różne formy. - wytłumaczyła krótko Druidka - Wystarczy, że wymówisz to zaklęcie - sięgnęła po swoją Księgę Czarów leżącą na kominku i wskazała odpowiednie zaklęcie.
April wzięła Księgę od babci i w pełnym skupieniu czytała opis uroku. Powtarzając tę czynność kilkukrotnie wreszcie była gotowa. Schowała medalion w dłoni, zamknęła oczy i powiedziała spokojnie:
Metamorphosis.
Czarodziejka Ziemi wahała się kilka chwil, lecz pod namowami przyjaciół wreszcie otworzyła dłoń. Phylacterium, jak dotąd nazywany był klejnot, od teraz nosił nazwę Vamperius a jego kształt przybrał formę sygnetu, małego, czarnego nietoperza z otwartym pyskiem, w którym trzymał czerwony rubin.
- Nietoperz? - zapytała zdziwiona Julia - Czy to ma jakiś związek z wampirami?
- Artefakty mają to do siebie, że z pokolenia na pokolenie zmieniają swoje właściwości; są one najbardziej nieprzewidywalnymi klejnotami, jakie dotąd zostały poznane. - rzuciła cichym głosem Shirley, która ujęła sygnet w dłoń i wsunęła go na wskazujący palec prawej ręki wnuczki - Dzięki niemu dokonasz czegoś wielkiego. - szepnęła jej do ucha i zwróciła się do wampirów - Uważajcie na siebie.
Derek zerknął kątem oka na Julie i razem ruszyli ku drzwiom. W mgnieniu oka znaleźli się przy zniszczonej werandzie i nagle oboje stanęli jak wryci. W między czasie Sara poczuła dziwny ucisk w klatce piersiowej i upadła na kolana łapiąc się za pierś.
- Sara! - krzyknęła Ivy i podbiegła pod koleżankę, złapała ją pod pachę i pomogła jej wstać.
- Coś się dzieje, ktoś majstruje przy moim Zaklęciu Ochronnym. - odpowiedziała z trudem dziewczyna.
- Nie walcz z tym. - rzuciła Tropicielka, lecz Saga jej nie posłuchała.
Przy kolejnej próbie przełamania Zaklęcia Ochronnego Zaklinaczka poczuła przeszywający ból w klatce piersiowej i z jękiem osunęła się na podłogę.
- Nie dam rady z tym walczyć. - wyszeptała przez łzy a zaraz po tym ogromna kula ognia roztrzaskała się o ścianę w pokoju. Zaraz po niej kolejny potężny cannon wleciał przez otwarte drzwi i rozbił się o schody prowadzące na piętro.
- Co do cholery! - zawołał Sean i gestem ręki ugasił ognień.
- Kłopoty. - odparowała beznamiętnie Shirley i wraz z Hybridem i Angelusem dołączyła do pary wampirów stojących na pozostałości po werandzie.
To co tam zobaczyli przerosło ich najśmielsze oczekiwania. Cztery grupki utworzyły różę kierunków. Odpowiednio do kierunków świata stali: na północy kilkoro Shade'ów, którzy trzymali swoje ozdobne rózgi gotowe do boju, na zachodzie stał samotny, lecz uśmiechający się Hans, południowe miejsce zajęli przyjaciele z Shirley na czele a okupacją wschodu zajęła się Sonia wraz z Demonem.
- Witam, witam, witam. - zaczął Hans, lecz jeden z Shade'ów od razu mu przerwał - Oddajcie nam Vamperiusa. - zażądał - Wiemy, że się uaktywnił.
- Szukacze. - szepnęła Druidka, po czym usłyszała przeraźliwy śmiech dobiegający z gardła szalonego mężczyzny ubranego w czerwony płaszcz.
- Dawno się nie widzieliśmy. - rzucił niedbale i oblizał wargi.
W tym momencie każdy był dla siebie wrogiem a jedynym celem stał się sygnet April - Vamperius.
Kilka sekund absolutnej ciszy przerwała Shirley, która energicznym ruchem ciała nadała jeszcze większej siły swojemu zaklęciu.
- Lakarne! - krzyknęła ze wszystkich sił a uformowane z ognia węże ruszyły w stronę napastników.
Największa, najniebezpieczniejsza, najbardziej krwawa walka właśnie się zaczęła.
_____________________________________

Czytasz = Komentujesz

Wasze komentarze motywują do dalszej roboty. Dzięki nim wiem czego chcecie więcej, na czym się bardziej skupić i jakie wątki dalej rozwijać. Może ten wpis jest krótki, ale zaczynam dalej dodawać coś świeżego :) 

Zapraszam do "Obserwowania" na Facebook'u i Lajkowania fanfage'a :) 

Wszystkich informacje na dole posta.   

________________________________________
https://www.facebook.com/konrad.luszczek?ref=tn_tnmn - chcesz być na bieżąco? Klikaj "Obserwuj"!
https://www.facebook.com/pages/The-Vampire-Avenue/612890052059666?ref=hl  - chcesz dowiadywać się o wszystkich aktualnościach bloga najszybciej, jak to tylko możliwe? Klikaj "Lubię to!"

środa, 11 grudnia 2013

Zdrada - Upadek Anioła


Witajcie :)

Przepraszam za tak długą nieobecność, ale już jestem i wracam do pisania!



Mam dla Was kilka linków, które możecie odwiedzić :)

Mój ask: http://ask.fm/FejsbukowyMiszcz - obserwuj

Mój tumblr: http://shitoke-on-blr.tumblr.com/ - obserwuj 
Mój facebook: https://www.facebook.com/konrad.luszczek - obserwuj/dodaj do znajomych

A teraz zapraszam do czytania :)!

_____________________________________
- Zawiedliśmy. - powiedziała ponuro Ivy i wraz z Sean'em odeszła w ciemny kąt pokoju.
- To nie Wasza wina. - rzucił od razu Derek i wraz z Julią dołączył do prowadzących cichą konwersację przyjaciół. 
- To my może... - zaczęła Kinga i nie wiedząc co powiedzieć złapała Sarę za rękę i udały się w kąt pokoju. 
Oprócz cichych pomruków dobiegających z ciemnego rogu pomieszczenia w domu panowała cisza. Stojąca nad ciałem swojej babci April ślepo patrzyła na bladą twarz kobiety. Kobieta była nieruchoma. W oczach Natura Tellus'y nie było łez. Stała w zadumie jakby ktoś zatrzymał na chwilę czas. 
- April, wszystko w porządku? - zapytała niepewnym głosem Benedi, która po chwili ugryzła się w język. 
- Tak. - odrzekła natychmiast beznamiętnym tonem dziewczyna - W jak najlepszym. - dodała, lecz w głębi serca czuła mieszankę żalu i nienawiści. 
- Co z Twoją babcią? - zapytała ponownie Błogosławiona, lecz tym razem zbliżyła się do przyjaciółki i delikatnie złapała ją za dłoń. 
- Obie znamy prawdę. - odparowała April - Popatrz. - powiedziała i odchyliła kawałek togi Białej Damy ukazując jej klatkę piersiową - To już prawie koniec. - rzekła patrząc na czarne żyły kierujące się ku sercu Druidki
- April, tak strasznie mi przykro. - rzuciła Sonia, lecz koleżanka uciszyła ją gestem ręki.
- Nie trzeba. - odparowała Czarodziejka Ziemi i zakryła ciało swojej babci. 
W tej chwili Sonia poczuła się beznadziejnie. Dręczyła ją jedna myśl, że to jej wina, że miała Demona w garści a jednak zawiodła. Dziewczyna zrobiła kilka kroków w tył i znalazła się przy oknie. Zamurowany otwór przypominał teraz położenie przyjaciół, jakby sytuację bez wyjścia. Sonia przyłożyła głowę do muru i zamknęła oczy. Znajdowała się teraz w kompletnej ciemności. Nie wiedziała co ma zrobić. Wzięła głęboki oddech i postanowiła wyjść na zewnątrz. Stanęła na wyczarowanych przez April schodach i przyglądała się miejscu, w którym zniknął Demon. Dziewczyna czuła jak Mroczna Energia biła z tego kawałka ziemi. W jej pamięci migały obrazy walki. W uszach brzęczał wariacki śmiech. 
- Jak mam Cię odnaleźć? - zapytała samą siebie i wbiła wzrok w mroczne niebo - No jasne! - rzuciła po chwili Sonia - Że też wcześniej na to nie wpadłam. - dodała i wbiegła do domu. 
Szybkim krokiem przemierzyła pokój, złapała Seana za rękę i zapytała:
- Wciąż posiadasz wszystkie swoje zdolności? 
- Niektóre są trochę słabsze ale tak, wciąż potrafię to co kiedyś. - odpowiedział mężczyzna. 
- Świetnie. - skwitowała to Błogosławiona i pomaszerowała w kierunku April.
- Co jest grane? - zapytała w międzyczasie Ivy, którą zaniepokoiła zachowanie jej koleżanki, lecz Czarodziej Ognia wzruszył ramionami i ruszył w ślad za Sonią. 
- April, nie wszystko stracone. - rzuciła pewna siebie Benedi stając twarzą w twarz z Natura Tellus'ą
- Skończ już z tym. - odparowała dziewczyna - To żałosne. - dodała. 
- Ja tak wcale nie uważam. - upierała się Sonia i krzyknęła do Seana - Mówiłeś, że posiadasz wszystkie swoje zdolności, tak? 
- Tak, to prawda. - odrzekł z przekonaniem mężczyzna.
- Więc bez problemu połączysz się z Shirley tak jak kiedyś ze mną i poszukasz tego Demona, mam rację? - zapytała. 
- Teoretycznie tak. - odpowiedział Hybrid.
- Do dzieła, nie ma czasu do stracenia. - oświadczyła Sonia i wlepiła wzrok w przyjaciela. 
Czarodziej Ognia zbliżył się do nieprzytomnej kobiety i ujął jej dłoń. Przez jego ciało przeszedł dziwny dreszcz, jakby moc Druidki wypełniała każdy centymetr jego ciała. Sean był pod wrażeniem mocy jaką dysponuje kobieta. Nigdy wcześniej nie doznał czegoś podobnego. Pełen podziwu zaczął mówić:
- Quaerere Puella Cum... - w tym momencie napotkał na barierę. Shirley nie pozwoliła na połączenie. Mimo to, że nie było z nią kontaktu, kobieta umiała się obronić. Czary były bardzo silne. Mężczyzna czuł siłę przeciw zaklęć, lecz był przekonany, że jest w stanie je złamać - Memoris. - w chwili, gdy wypowiedział ostatnie słowo jego plecy przeszył ostry ból. Sean przecenił swoje możliwości. Jego zaklęcie było niczym w porównaniu z potęgą Shirley. Kobieta wysłała Czarodzieja w powietrze z taką siłą, że ten grzmotnął o ścianę i upadł na podłogę z cichym jękiem. 
- To niesamowite. - rzucił po chwili Ignis Magus - Ona ze mną walczyła. 
- I jak widać wygrała. - rzuciła natychmiast Sonia, która nie była zadowolona z uzyskanego efektu.
- Ty nie rozumiesz - odparł bez chwili zawahania Sean - ona nie chce naszej pomocy. 
Słowa Hybrida wywołały wielkie poruszenie w gronie przyjaciół. 
- O czym Ty mówisz? - zapytała natychmiast Błogosławiona
- Shirley nie chce ratunku... - zaczął mężczyzna - bo uważa, że jeżeli sama nie może sobie pomóc to nie może nazywać siebie Wybitnym Magiem. Jej wszystkie umiejętności powinny być same w sobie rozwiązaniem tej sytuacji. Jeżeli tak się nie stanie to chyba wiecie jak to wszystko się skończy. 
- To nonsens! - krzyknęła Sonia - To wszystko jest bez sensu! 
Dziewczyna zaczęła maszerować po pokoju klnąc pod nosem. Jej ciche przekleństwa wypełniły powietrze i uszy jej przyjaciół. Nikt nawet nie pomyślał o próbie uspokojenia Błogosławionej bo to mogło się źle skończyć. Każde nieprzemyślane, źle wypowiedziane słowo mogło kosztować bardzo wiele. Benedi nie mogła znieść swojej bezsilności, która doprowadzała ją do szaleństwa. Szukała różnych sposobów na ratunek dla Shirley, lecz nie była w stanie nic mądrego wymyślić.
- Jest jeszcze szansa.  - rzuciła nagle Sonia i nie zwracając uwagi na docinki ze strony April wyszła przed dom, przykucnęła na jedno kolano i wyszeptała - Przybądź Shitoke, potrzebuję Cię.
Po tych słowach rozległ się świst a powietrze przeszyła błyskawica, na końcu której zmaterializował się Anioł. Mężczyzna wyglądał tak samo jak za pierwszym razem, dostojna postawa szła w parze z dumną miną. Anioł rozpostarł białe jak śnieg skrzydła a w uszach Błogosławionej rozległ się trzepot podobny do trzepotu skrzydeł ogromnego orła. Dziewczyna widząc swojego Anioła chciała do niego przemówić, lecz ten w mgnieniu oka upadł na kolana i nie mógł wydusić z siebie ani słowa. Widząc to Sonia podbiegła do niego i przerażona próbowała mu pomóc.
- Co Ci jest? - krzyczała.
Shitoke nie był w stanie odpowiedzieć, energia życiowa uchodziła z niego jak powietrze z przebitego balonu.
- Co się dzieje!? - zawołała ponownie przerażona Benedi, lecz i tym razem nie uzyskała odpowiedzi od Anioła.
Z oczu dziewczyny zaczęły płynąć łzy, które spływały po jej policzkach by w końcu zniknąć na suchej i zimnej ziemi.
- To bardzo głupie z Twojej strony... - zaczął znajomy Sonii głos - przywoływać anielskie stworzenie na miejsce skalane mroczną magią, klątwą.
Błogosławiona szybko otarła mokry policzek i odwróciła się. Jej przypuszczenia sprawdziły się. Właścicielem przemawiającego do niej głosu był Demon, który opierał się o ścianę sąsiedniego budynku i wlepiał swoje rządne krwi oczy w leżącego na ziemi Anioła.
W międzyczasie krzyk koleżanki dobiegł do Ivy, która natychmiast postanowiła zobaczyć co się dzieje. Gdy znalazła się na werandzie, albo tym co po niej zostało, ujrzała leżącego Shitoke i patrzących na siebie Sonię i Demona. Iventary nie mogła nic zrobić bo już po chwili za jej plecami znaleźli się wszyscy jej towarzysze, z którymi przebywała.
Sean chciał coś powiedzieć, ale został uciszony przez Tropicielkę, która wskazała palcem na Anioła. Wszyscy od razu zrozumieli, że trzeba mu pomóc. Mając plan, paczka przyjaciół postanowiła go wykonać, lecz na ich drodze stanął dość poważny kłopot. Pod ich nogami lśniły, jak oczy kota w nocy, runy, które ich unieruchomiły.
- Co do cholery jest tutaj grane? - zapytała Sara, która była zła na siebie, że tak łatwo wpadli w zastawioną na nich pułapkę.
Słysząc za plecami jakieś szmery Sonia zrobiła zwrot o 180 stopni i zobaczyła swoich przyjaciół, którzy nie mogli się ruszyć, byli skupieni w jednym miejscu, stali się łatwym celem.
- Ich mamy z głowy. - rzucił psychopata i oblizał usta.
- Czego chcesz? - zapytała Benedi.
- Zabij tego Anioła. - powiedział stanowczo Demon.
- Co? - zapytała zdziwiona dziewczyna - To niemożliwe. - dodała po chwili.
Słysząc to Shitoke z trudem wykrztusił z siebie kilka słów:
- Soni-a, nie-nie-nie słuch-aj go.
Wariat w czerwonym płaszczu uważnie słuchał tego, co Anioł miał do powiedzenia. Widok cierpiącego mężczyzny napawała go nienaturalną wręcz satysfakcją. Demon sięgnął po swoją broń, bacznie się jej przyglądał po czym wycelował ją w stronę anielskiego stworzenia:
- Zamknij mordę. - rzucił z drwiącym uśmieszkiem i pociągnął za spust.
Na todze Anioła pojawiła się czerwona plama. Mężczyzna został ugodzony demoniczną bronią w klatkę piersiową, z której całą wypływającą krew pochłaniała jego śnieżnobiała toga. Shitoke wydał z siebie zduszony jęk i opadł na ziemię.
- Przestań! - krzyknęła zdenerwowana Sonia.
Demon kompletnie nie zwracał na nią uwagi. Bawił się swoim pistoletem i obracał go na palcu. Po kilku obrotach ponownie skierował czubek broni w Anioła, lecz tym razem Sonia nie pozwoliła mu pociągnąć za spust. Pewnym ruchem ręki rzuciła shakramem, który wytrącił pistolet z ręki Demona.
- Całkiem nieźle. - skwitował to wariat.
W głowie Błogosławionej była tylko jedna myśl - odleć stąd Shioke.
Dziewczyna wiedziała, że musi bronić swojego Anioła, w końcu była mu coś winna.
Prośba Benedi została wysłuchana. W jednej chwili Anioł poderwał się z ziemi i zaczął unosić się w powietrze. Sparaliżowana dziewczyna nie zauważyła, że Demon zniknął, tylko patrzyła jak Shitoke wzbija się w przestworza. Jej szczęście nie trwało długo. Gdy Anioł był zaledwie kilka metrów nad ziemią coś ugodziło go w plecy. Niebiańskie stworzenie obniżyło lot a wtedy świr w czerwonym płaszczu złapał je za skrzydła i cisnął o twardą ziemię. Shitoke padł bez ruchu a Demon zniknął w kłębie dymu i ognia.
Sonia podbiegła pod nieprzytomnego mężczyznę i widząc jego zdewastowane ciało stanęła jak wryta. W tej chwili tuż przed jej nosem zmaterializował się Demon, który złapał Anioła za szyję i uniósł w powietrze. Gdy Benedi podniosła wzrok zobaczyła morderczy uścisk jednej ręki na szyi Shitoke a drugiej ręki na szyi Shirley.
- Wybieraj. - rzucił krótko wariat.
- Nie mogę. - mówiła łkając Sonia.
- Zegar tyka. - ponaglał ją mężczyzna coraz mocniej zaciskając ręce na szyjach swoich ofiar.
- Przestań, proszę. - lamentowała Błogosławiona, lecz Demon był niewzruszony.
- Zabij Anioła. - padły słowa szaleńca - Zabij Anioła a babcia Twojej najlepszej przyjaciółki całkowicie wyzdrowieje. - szeptał mężczyzna - Zabij Anioła.
Sonia w milczeniu słuchała tego co było do niej mówione. W jej głowie była wtedy istna pustka. Nie wiedziała co ma zrobić. Które życie jest dla niej ważniejsze. Kogo wybrać.
Nagle ciało Anioła padło sztywne i pozbawione życia. Z gardła Shitoke płynęła rubinowa krew, która nie chciała wsiąknąć w ziemię. Sonia zniknęła, jak wydawało się na początku Demonowi, lecz dziewczyna stała za jego plecami z ubryzganym od krwi shakramem.
Przyjaciele nie mogli uwierzyć w to co zobaczyli.
- Co z Twoją obietnicą? - zapytała beznamiętnym głosem dziewczyna.
Mężczyzna delikatnie ułożył Shirley pod swoimi stopami i przykucnął przy niej. Po chwili zbliżył swoje usta do jej ust i robiąc głęboki wdech wyssał z niej ciemny i gęsty dym, razem z którym zabrał rzuconą przez siebie klątwę.
- Umowa to umowa. - odparł z uśmiechem na ustach wariat.
Po tych słowach w powietrzu rozległ się brzęk metalu. To była Sonia, która wyrzuciła shakramy.
- Święte przedmioty palą Twoją skórę. - powiedział Demon - To nic dziwnego, od teraz jesteś potępioną, niemagiczną śmiertelniczką, ale...
- Ale co? - spytała od razu dziewczyna.
- Ja mogę to zmienić, jeżeli tylko chcesz. - zaoferował mężczyzna.
Była Air Sailor przytaknęła na ofertę szaleńca i obserwowała, jak nad dłonią Demona kształtuje się malutki, czarny kryształ. Wariat zbliżył się do Sonii i zwinnym ruchem przycisnął klejnot do serca dziewczyny.
Nagle powietrze przeszył groźny grzmot, zerwał się silny wiatr a w kierunku domu Shirley leciało kilka błyszczących punktów.
- Na nas już pora. - rzucił krótko Demon i trzymając Sonię za rękę zniknęli w kłębach ognia.
Wraz ze zniknięciem wariata runy straciły swoją moc. Przyjaciele mogli się poruszyć i bez zastanowienia podbiegli pod martwe ciało Shitoke. W mgnieniu oka zmaterializowały się przy nich cztery inne Anioły, które w milczeniu narysowały jakieś dziwne znaki na ciele zamordowanego, po czym odmówiły coś w rodzaju mantry a ciało martwego Anioła stanęło w płomieniach i od razu się spaliło. Wysłannicy nieba wykonali swoje zadanie. Zgodnie z ich zwyczajem zadbali o spokój ducha zmarłego. Gdy trójka z przybyłych istot zerwała się do lotu, jeden Anioł odwrócił się do paczki przyjaciół i przemówił donośnym głosem:
- Miejsce, w którym przelała się krew najszlachetniejszej istoty, staje się gniazdem zła. - po czym zabrała go błyskawica, pozostawiając jedynie echo jego słów w głowach przyjaciół.
_____________________________________

Czytasz = Komentujesz

Wasze komentarze motywują do dalszej roboty. Dzięki nim wiem czego chcecie więcej, na czym się bardziej skupić i jakie wątki dalej rozwijać. Może ten wpis jest krótki, ale zaczynam dalej dodawać coś świeżego :) 

Zapraszam do "Obserwowania" na Facebook'u i Lajkowania fanfage'a :) 

Wszystkich informacje na dole posta.   

________________________________________
https://www.facebook.com/konrad.luszczek?ref=tn_tnmn - chcesz być na bieżąco? Klikaj "Obserwuj"!
https://www.facebook.com/pages/The-Vampire-Avenue/612890052059666?ref=hl  - chcesz dowiadywać się o wszystkich aktualnościach bloga najszybciej, jak to tylko możliwe? Klikaj "Lubię to!"